Exit Wounds R-2
07:30Her heart is plastic
Only says she loves me
When we're droppin' acid
With her hands in my sleeves
Cinnamon skies fall at our feet
Światła, pulsujące rozbłyski pod powiekami, wiatr targający włosy i gęsia skórka. Brian bierze wdech - płuca go palą, ale zaciąga się kolejnym papierosem. Niedobrze mu, wie, że nie powinien był pić tyle wódki, brać tak dużo heroiny, siedzieć w środku nocy tutaj, na dachu, całkiem sam.
Próbuje wyrzucić z głowy obraz tego, co niedawno zobaczył. Stefan, tak samo pijany i naćpany jak wszyscy dookoła na tej cholernej imprezie, całujący jakiegoś faceta.
Czuje się, jakby ktoś wbił mu nóż w brzuch i przekręcał, przekręcał, przekręcał. Złość zalewa go falami, robi mu się na zmianę zimno i gorąco, szum w głowie jest nie do zniesienia. Wiedział, przecież wiedział, że to po prostu musi się tak skończyć, więc dlaczego aż tak cierpi?
Słyszy kroki, ktoś zakłada mu płaszcz na ramiona, ale on nawet się nie odwraca.
- Tobie też nie podoba się impreza? - pyta Stefan i śmieje się, a Brianowi pęka z bólu głowa.
- Wydawało mi się, że bardzo dobrze się bawisz. - mówi, zanim zdąży ugryźć się w język i już nie może zatrzymać potoku słów, tego jadu, który się z niego wylewa, palącej złości; Kolejny raz przeklina swoją niewyparzoną gębę. - Całując tamtego kolesia.
Nie powinien okazywać zazdrości - w końcu Stefan nawet nie jest j e g o, Brian stracił swoją szansę, zamilkł zanim powiedział co w końcu należało powiedzieć te parę miesięcy temu. Nie powinien nienawidzić, a jednak miał ochotę roztrzaskać czyjąś głowę o ścianę.
- Nie rozumiem w czym ci to przeszkadza.
- Oh, nie przeszkadza mi.
Ale Brian podnosi głos nienaturalnie wysoko kiedy to mówi, łzy spływają mu do gardła.
Odpala jeszcze jednego papierosa. W mieszkaniu w dole słychać rozmowy i przytłumioną muzykę, ktoś głośno wymiotuje. Stefan milczy.
- Aha. Aha. - Brian nadal głośno i piskliwie powtarza 'aha' jeszcze parę razy, wstaje z zimnego betonu, zrzuca z siebie płaszcz i patrzy, jak niedopałek papierosa spada parenaście pięter w dół na ulicę. A potem nachyla się i całuje basistę, chaotycznie i szybko, chociaż wydaje mu się, że trwa to całą wieczność a pocałunek to tylko ślina i zęby.
Odwraca się i odchodzi tak szybko, jak tylko może na trzęsących się nogach. Zbiega po schodach, wpada do mieszkania pełnego ludzi, Steve Hewitt próbuje coś do niego mówić, ale on nie daje rady słuchać. Otwiera pierwsze lepsze drzwi, a pokój okazuje się sypialnią, w której akurat nikt się nie pieprzy. Siada, opierając się plecami o drzwi - otwierają się do środka, więc nikt nie powinien móc wejść.
Nie wie, czy Stefan poszedł za nim. Ma nadzieję, że nawet jeśli, to go nie znajdzie. Że pójdzie do tego swojego kochasia.
W salonie ludzie bawią się do piosenki 'Nancy Boy'. Brian głośno płacze.
Dociera do niego nagle, jak impulsywnie postąpił. Ale takie zachowanie jest bardzo w twoim stylu, wiesz? - słyszał nie raz. Powtarzali to tak często, że w końcu dał sobie uświadomić.
Ktoś dobija się do drzwi.
- Bri? - głos jest stłumiony przez zbyt głośną muzykę.
- Spierdalaj!
Jest wściekły. Naprawdę wściekły. Mimo wszystko wstaje i otwiera drzwi.
- Chodź. - Mówi Stefan i łapie Briana za ramię, a potem wyciąga go z mieszkania, w którym nadal trwa w najlepsze ta beznadziejna domówka kogoś, kogo nawet nie znają.
***
Brian unika wzroku Stefana. Próbuje zapalić papierosa, ale okazuje się to niemożliwe przez ulewę, która rozpętała się nie wiadomo kiedy. Wyrzuca przemoczoną fajkę gdzieś na chodnik.
- Dlaczego się wściekasz? - pyta nagle Stefan, cicho. Tak cicho, że słowa niemal gubią się w szumie deszczu i ulicy.
Brian drży, z włosów kapie mu woda, kosmyki przyklejają się do twarzy.
Nie ma ochoty odpowiadać. Nie ma pojęcia, co mógłby powiedzieć, więc znowu otwiera usta, zanim zdąży pomyśleć.
- Chcesz mnie? - mocno przygryza policzek od środka. Metaliczny smak krwi.
Jest już ranek; Miasto powoli budzi się do życia, ludzie wychodzą na ulicę, spieszą się do pracy, do szkoły, gdziekolwiek, do obowiązków zwykłego, szarego życia. Impreza się skończyła, wszyscy na pewno śpią w kątach, w swoich własnych rzygach, a kiedy się obudzą, nadal będą pijani i naćpani.
Brian podnosi głowę; wysoko, hardo. Tym razem patrzy na Stefana, prosto w oczy.
- Chcesz. - stwierdzenie wokalisty brzmi jak głośne szczeknięcie.
Nie wie, co działo się potem - może to on znowu pocałował Stefana, może Stefan jego. Może wrócili do tamtego mieszkania, albo poszli przed siebie chodnikiem. Mogli skończyć w łazience, przestępując leżących na podłodze ludzi, lub dotrzeć do jego domu, albo domu basisty.
Może się pieprzyli, a może nie.
***
Brian się budzi, ale nie otwiera oczu. Promienie słońca przyjemnie grzeją go w twarz; Wreszcie się rozpogodziło.
Mija chwila, zanim zdaje sobie sprawę, w czyim jest łóżku. Czuje szczęście w najczystszej (jest tego pewny) postaci, jego serce niemal wyskakuje z piersi.
Stefan przytula się do jego pleców. Ciepły oddech we włosach, leniwe muśnięcia palców na biodrze, w dół, do uda, i do góry. Jest nieznośnie gorąco, kołdra leży zwinięta, zaplątana w ich stopy.
- Wydawało mi się, że zima trwała w nieskończoność. - szepcze Brian - A teraz czuję się, jakby nigdy jej nie było.
Otwiera oczy i dopiero teraz zdaje sobie sprawę, że Stefana nie ma już koło niego w łóżku. Zupełnie, jakby klatki z filmu przeskakiwały jedna scena po drugiej, bez związku, bez sensu.
Wstaje i prawie się przewraca; Zawroty głowy i mroczki przed oczami, ale ustępują równie szybko, jak się pojawiły. Potrzebuje kawy.
Ma na sobie tylko bokserki i zdecydowanie za duży, wściekle różowy podkoszulek. Przez chwilę przygląda się sobie przed lustrem, które wisi na ścianie dokładnie naprzeciwko łóżka. Musi coś zrobić z tym rozmazanym na całej twarzy makijażem. Na podłodze leżą spodnie (damskie jeansy, na pewno jego) i zwykły tshirt z jakimś głupim napisem (również jego).
Nie chce myśleć; Kiedy próbuje sobie cokolwiek przypomnieć, ma w głowie tylko czarną pustkę.
***
- Chcesz coś zjeść? - pyta Stefan, kiedy Brian wchodzi wreszcie do salonu połączonego z kuchnią.
- Chcę kawy.
Zapada się w poduszkach kanapy i czuje, że wcale się nie wyspał. Pamięta domówkę, mieszanie alkoholi jeden kieliszek, może nawet cały kubek, po drugim. Branie heroiny; To był jego pierwszy raz, odleciał kompletnie, pewnie dlatego nic nie pamięta. Uzależnił się, czy nie? Ktoś powiedział mu, że to bardzo kapryśny narkotyk.
Zostawia te myśli - nawet nie potrafi stwierdzić, czy cokolwiek go to obchodzi.
Co było potem?
- Zażywasz leki? - podskakuje na dźwięk głosu Stefana.
- Nie czuję się po nich sobą. Od dawna nic nie napisałem.
Nie chce o tym rozmawiać; Odwraca głowę, częstuje się papierosem z paczki, która leży na stoliku koło kanapy. Odpala.
Miłość jest niebezpieczna. Sprawia, że on - śmiały, mówiący zawsze to, co akurat myśli (do diabła, jest z tego znany!) - nagle nie ma odwagi, żeby otworzyć usta.
Stefan siada koło niego, uprzednio stawiając na stole kubki z kawą. Brian czuje na sobie jego wzrok, więc także odpowiada mu spojrzeniem prosto w oczy, a potem, zupełnie impulsywnie, nachyla się i całuje - tym razem pocałunek jest perfekcyjny, zupełnie przeciwieństwo chaosu.
Musi znać odpowiedzi.
0 komentarze