Exit Wounds R-5
06:16
He was poetry in a world that was still learning the alphabet
(2000)
Jest szczęśliwy, naprawdę szczęśliwy, nawet jeśli ostatnio bardzo schudł i Stefan ciągle mu mówi, że się martwi.
To tylko kolejny epizod w autodestrukcji, zanim zamknie ten rozdział na zawsze - powtarza Brian sobie i wszystkim dookoła, chociaż nie ma pewności, czy koniec tego wszystkiego naprawdę nadejdzie. Nauczył się niczego nie obiecywać, niczego nie brać za pewniak, bo 'potem tylko bardziej boli', przekonał się o tym nie raz.
Wchodzi do swojego mieszkania i zastaje w nim Stefana, tak, jak go zostawił godzinę temu, na podłodze w salonie, z gitarą akustyczną na kolanach.
- Powinieneś coś zjeść.
Ale Brian tylko nalewa sobie wody do szklanki i siada po turecku koło basisty, opierając głowę o jego ramię.
- Masz już muzykę do tego tekstu? - pyta, zamykając oczy. Mógłby spędzić resztę życia właśnie tak, wygodnie oparty o Stefana, czuć jego ciepło i słuchać dźwięków gitary.
- Coś mi nie pasuje.
- Daj spokój, potrafisz stworzyć arcydzieło nawet za pomocą mikrofalówki.
Olsdal głośno się śmieje - dźwięk odbija się od ścian. Zdecydowanie, Brian mógłby spędzić tak wieczność.
Nagle komórka zaczyna dzwonić i Stefan już ma zamiar wstać, żeby odebrać połączenie.
- Nie idź. - Brian łapie go mocno za ramię, ale on i tak wyswobadza się z uścisku.
- To Alex. Pamiętasz? - i wychodzi z mieszkania.
Alex miał im sprzedać trochę zioła, przypomina sobie Brian, ale dziwne przeczucie znowu się w nim odzywa. Czuje niepokój i ma ochotę podsłuchać rozmowę, ale to byłoby głupie. Nie jest już bezmyślnym nastolatkiem, który robił takie rzeczy. Czułby się potem tylko jeszcze gorzej, jeśli Stefan faktycznie po prostu rozmawia z dilerem.
***
Brian śpiewa 'Without you I'm Nothing' przed halą pełną ludzi, ale nie skupia się w ogóle na widowni; Osobą, na którą patrzy niemal przez cały czas jest Stefan. W końcu podchodzi do niego, i całuje, długo, przygryzając jego dolną wargę pod sam koniec. Tłum przed nimi staje się jeszcze bardziej zezwierzęcony. Jeszcze długo po koncercie Molko słyszy w głowie ich piski i kompletnie niezrozumiałe wrzaski.
Potem, już w garderobie, Stefan niemal popycha go na toaletkę - kosmetyki rozsypują się po podłodze, w jednym pojemniczku z pudrem pęka lusterko. Brian długo patrzy na zapowiedź siedmiu lat nieszczęścia, kiedy drugi mężczyzna ściąga mu spodnie. Czuje nic, tylko smutek. Odchyla głowę i wydaje z siebie gardłowy jęk, kiedy Stefan bierze go całego w usta.
Pod powiekami ciągle ma obraz rozbitego lusterka.
***
Brian nakłada makijaż, trochę inny niż zwykle; czarna szminka i taki sam cień do powiek. Wykańcza to odrobiną białego w wewnętrznych kącikach oczu. Przygląda się sobie w lustrze.
- Stef? - wychodzi z łazienki i okręca się wokół własnej osi przed basistą. Oprócz wyjściowego makijażu ma na sobie czarny bezrękawnik z ozdobnymi zamkami po bokach i proste, czarne spodnie.
Stefan kiwa głową.
- Mógłbyś tylko przytyć.
- Wiesz, że jestem trochę attention whore. - Molko odpowiada pół-żartem. Ostatnio ten stan 'hej, patrzcie wszyscy na mnie, bo jak nie to...!' jakby się uspokoił. Nie miał jednak pewności, że zaraz nie wróci ze zdwojoną siłą. Tak to często było.
Wychodzą z mieszkania na chłodne powietrze. Znowu była zima, znowu wszystko zostało przykryte białym puchem. Brian przypomina sobie przeszłość, chociaż wie, że powinien to zostawić, zakopać głęboko i nigdy nie wracać.
To były złe czasy.
***
Tańczy, chociaż muzyka jest beznadziejna, a na parkiecie ludzie bardziej przepychają się nawzajem, niż bawią. Jest po kilku drinkach, zdecydowanie za mało, potem napije się jeszcze - postanawia.
Stefan nie chciał z nim tańczyć, nieważne jak mocno Brian ciągnął go za rękaw i prosił.
Jakiś chłopak coś do niego mówi, kładzie ręce na jego biodrach i nie puszcza; Mocny, zdecydowany chwyt. Brian nie widzi jego twarzy, ale czuje, jak rusza się za nim, zbyt blisko, ciało przylegające do ciała. Zatraca się, odchyla głowę i opiera ją o klatkę piersiową nieznajomego, którego dłonie wędrują po jego udach. Zwyczajnie go obłapia, ma nadzieję na coś więcej niż taniec, ale Brian nie może i nie chce mu tego dać.
Kątem oka obserwuje Stefana, który siedzi przy barze.
Cały czas na nich patrzy.
***
Idą przez ośnieżony park, jest piąta rano. Brian drży, mocniej przytulając się do boku Stefana, ale to niewygodna pozycja do stawiania kroków.
Jest naprawdę zimno; Mimo wszystko Brian strzepuje śnieg z ławki i siada.
- Chodź, popatrzmy na miasto budzące się do życia.
Stefan słucha prośby, jak zawsze. Patrzą, jak park zapełnia się ludźmi wyprowadzającymi psy, spieszącymi się do pracy, do codziennych obowiązków.
Brian czuje się oderwany od rzeczywistości, jakby patrzył na siebie z boku; Zastanawia się, czy to przez ilość alkoholu, który wlał w siebie przez całą noc. Im nigdzie się nie spieszyło. Brian nigdy nie miał 'prawdziwej' pracy, zawsze było tylko aktorstwo i muzyka, odkąd sięgał pamięcią. Co by było, gdyby spełnił oczekiwania ojca i został bankierem? Krzywi się na samą myśl.
- Wydaje mi się, że byłbym dawno martwy, gdybym nie był muzykiem. - mówi, a Stefan obejmuje go ramieniem.
- Właśnie przez ten zawód już dawno powinieneś być martwy.
Brian przypomina sobie te wszystkie razy, w których otarł się o śmierć. Narkotyki, depresja, alkohol, kilka razy prawie wpadł pod auto będąc nietrzeźwym. Ale czy nie byłoby tak samo gdyby nie śpiewał w Placebo, czy niespełnione marzenia nie doprowadziłyby do takich samych wypadków jak te spełnione?
Zatraca się we własnych myślach, aż zaczyna boleć go głowa. Nie wie kiedy zasypia, oparty o Stefana, o piątej rano w zaśnieżonym parku, na zimnej ławce.
***
- Jesteś jak książka. Czytam i z każdym kolejnym rozdziałem chcę więcej, autor mógłby nigdy nie kończyć pisać.
- Moja historia jeszcze nie ma końca. Autor chyba jest gdzieś w połowie.
Siedzą w salonie, Brian skręca jointa na stoliku do kawy. Parska śmiechem na porównanie jego życia do książki. Stefan co chwilę mówi mu, że jest śliczny, a on odpowiada, że przecież nie ma na sobie żadnego makijażu.
- Nie szkodzi, jesteś najładniejszy bez makijażu.
Brian odpala skręta, głęboko się zaciąga. Opada na poduszki kanapy i wypuszcza dym, uważnie obserwując, jak rozpływa się w powietrzu.
Jest szczęśliwy.
0 komentarze