Bruises R-1
07:22To opowiadanie to AU. Pierwszy rozdział jest naprawdę krótki, bo zależało mi, żeby skończyć go akurat w tym momencie. I tak, to kolejny tekst z Placebo. Brian i Stefan są przedstawieni tak, jak wyglądali w 96 roku, ale wszystko dzieje się współcześnie.
***
She wears her tears on her
blouse
confused and racked with
self-doubt
she stole the keys to my
house
and then she locked herself
out
Stefan widywał ją w parku
bardzo często, zazwyczaj późno w nocy. Spacery o tej porze były
swego rodzaju rytuałem dla Stefana, ale od jakiegoś czasu siadał
na ławce I patrzył ukradkiem na nią – dziewczynę z czarnymi
włosami trochę ponad ramiona, w krótkiej, prostej czarnej
sukience. Bardzo żałował, że nie widzi z odległości drugiej
strony alejki koloru jej oczu. Poza tym było ciemno, no właśnie –
czy dziewczyna nie bała się siedzieć na ławce w parku sama, o tej
godzinie? Stefan popatrzył na zegarek; Była pierwsza w nocy, rzadko
rozstawione latarnie dawały przytłumione, pomarańczowe światło.
Trudno było cokolwiek dostrzec w ciemności, na szczęście ławki
zazwyczaj znajdowały się tuż pod żarówkami. Wszystko dookoła
spowijała czerń, ale Stefan to lubił – specjalnie przychodził
właśnie tutaj, do samego środka parku, oddzielonego od głównych
ulic Londynu soczystą zielenią I szerokimi ścieżkami. Czuł się
jak stalker, ktoś kompletnie chory psychicznie; Od dwóch tygodni
przychodził tutaj, żeby ‘spotkać’ się z nieznajomą.
Oczywiście nigdy nie odważył się, żeby podejść I powiedzieć
cokolwiek. Po prostu zerkał... Od czasu do czasu. Nie miał bladego
pojęcia czemu wpadł w coś takiego, przecież płeć piękna w
ogóle go nie interesowała, odkąd tylko sięgał pamięcią. Może
jeden z jego przyjaciół miał rację, czas ‘znormalnieć’?
Z głębokiego zamyślenia
wyrwało go nagłe zamieszanie po drugiej stronie alejki. Serce
podeszło mu do gardła, kiedy podniósł głowę I zobaczył
jakiegoś mężczyznę, wysokiego, dobrze zbudowanego, z ciemnymi,
krótkimi włosami, niemal biegnącego w stronę dziewczyny, która
zerwała się z ławki.
- Odpierdol się Eid!
- Nie możesz mnie tak po
prostu zostawić do cholery. - facet złapał ją za ramiona;
Wydawała się przy nim taka drobna, jakby mógł ją złamać w pół
w każdej chwili. Stefan siedział jak sparaliżowany, chociaż
tłukło mu się w głowie, że musi natychmiast wstać I coś
zrobić.
- Więc kurwa patrz. -
odepchnęła go od siebie I odwróciła się, jakby chciała odejść,
a Stefan przestał oddychać na całą wieczność, wszystko zwolniło
bieg, kiedy nieznajomy złapał dziewczynę za włosy I przyciągnął
do siebie, w połowie powalając ją na ziemię.
- Hej! - Stefan usłyszał
głos; Chwilę zajęło mu zarejestrowanie, że był to jego własny
krzyk, że nie siedzi już na ławce jak kamień, że biegnie na
drugą stronę alejki.
- Stary, to nie twoja sprawa.
Spierdalaj stąd, albo popamiętasz! - ‘Eid’ wyglądał, jakby
kompletnie stracił nad sobą panowanie; Pochyla się I szarpie
dziewczynę za włosy, jakby miał skręcić jej kark, a ona
bezskutecznie próbuje stanąć na nogi, powtarzając tylko raz za
razem ciche, słabe ‘kurwa mać’.
Stefan nie wiedział, co ma
zrobić – odejść I pozwolić mu tak ją traktować? W życiu! Dać
skopać sobie tyłek? To też odpada, zdecydowanie.
- Zadzwonię na policję! -
wyciągnął telefon z kieszeni spodni. Groźba przyjazdu policji to
ostatnia, żałosna deska ratunku, ale to jedyne, co mógł wymyślić.
Mężczyzna długo na niego
patrzył, a potem brutalnie puścił czarne włosy, odwrócił się I
poszedł w swoją stronę, znikając w ciemnościach nieoświetlonych
przez latarnie części parku.
Nieznajoma siedziała na
ścieżce; Pochylona do przodu, twarz zupełnie zakryta potarganymi
włosami, trzęsące się dłonie. Wyglądała jak kupka
nieszczęścia. Stefan nie wiedział, co ma powiedzieć. Było mu
przykro, że ich pierwsza I prawdopodobnie ostatnia rozmowa musiała
odbywać się w takich okropnych okolicznościach. Mógł podejść
do niej dwa tygodnie temu, może zaprzyjaźniliby się I nie doszłoby
do tego? Co za głupie myśli, jak ON mógłby temu zapobiec?
- Um… Nic ci nie jest? -
klęknął przy niej, a ona nieznacznie podniosła głowę. Ich
spojrzenia się spotkały. Było coś niezwykle smutnego w jej
uśmiechu, a jednocześnie przerażającego, bo miała zupełnie
rozmazany makijaż; Smugi spływającego eyelinera I mascary
pokrywały policzki, usta wyglądały jakby krwawiły na brodę I
wkoło przez resztki czerwonej szminki. Stefan wreszcie zobaczył
kolor jej oczu. Zielony wymieszany z niebieskim.
- Jak masz na imię? Masz
gdzie spać?
Pociągnęła nosem I
pokręciła głową, a potem zaczęła się śmiać. Stefan był tak
zaskoczony, że nie wiedział, jak mógłby zareagować I co jeszcze
powiedzieć, więc po prostu patrzył jak idiota. To pewnie przez
szok – pomyślał – Powinienem pomóc jej wstać.
Nagle ona znowu się odezwała,
patrząc mu znowu prosto w oczy, może nawet trochę wyzywająco.
- Mam na imię Brian.
0 komentarze