Bruises R-2

08:28



Wszystko działo się za szybko – zaprosił Briana do swojego mieszkania, postanawiając równocześnie, że to ma być tylko jedna noc. Nie znał go, nie wiedział, czego się spodziewać, mimo wszystko współczucie wzięło nad nim górę.
Chłopak chodził po właściwie pustych pokojach, wszystkiemu uważnie się przyglądał. W jednym pomieszczeniu, połączonym z otwartą kuchnią, stało duże, dwuosobowe łóżko – jedyny większy wydatek, poza czynszem, na jaki pozwolił swoim rodzicom Stefan – w drugim jedna jedyna szafa z jasnego drewna, pod przeciwległą ścianą gitara I bas, na podłodze chaos z kartek zapisanych melodiami.

- Miałem kiedyś gitarę, wiesz? Właściwie to umiem grać. - mówił powoli Brian, siadając na łóżku; wygładził dłonią białą pościel, podniósł wzrok. - To mieszkanie wygląda, jakbyś właściwie tu nie bywał.

Stefan stał na środku pokoju, niepewny. W Brianie było coś hipnotyzującego, jeszcze nie potrafił tego opisać właściwymi słowami. Był zdecydowanie za chudy – sukienka wisiała na nim jak worek, miał nadgarstki wydające się być cienkie jak palec. Zapadnięte policzki I brudne, potargane włosy, Stefan dostrzegał to wszystko dopiero teraz.

- Chcesz coś do picia? - wreszcie odzyskał głos, ale słowa ledwo przeciskały mu się przez gardło, prawie się nimi dławił.

- Masz piwo? - chłopak jakby momentalnie się ożywił, z gracją zeskoczył z łóżka I podszedł do lodówki – Musi być zimne.

Stefan się zawahał; Cienki głos w głowie mówił mu, że to nie jest dobry pomysł, żeby natychmiast wyrzucił nieznajomego z mieszkania. Ale przecież Brian nie miał gdzie spać – Olsdal wrócił myślami do sceny z parku. Współczucie znowu ukłuło go gdzieś w środku, poczuł je w samym sercu. Był dobrym człowiekiem, do cholery, to go powinno kiedyś zabić.
Brian z powrotem usiadł na łóżku, butelkę otworzył zapalniczką. Piwo przyjemnie syknęło.

- Nie szkodzi, jeśli ty nie będziesz pił. - przyłożył szyjkę do ust, pociągnął łyk, potem następny I następny, w niemal zastraszającym tempie butelka była pusta.

- Kto pije z taką prędkością? - Stefan z trudem ruszył z miejsca I usadowił się na skraju łóżka, w bezpiecznej odległości od chłopaka, który właśnie odstawiał puste piwo na podłogę obok ich stóp.

- Pierwsze zawsze kończę tak szybko, wiesz? - Brian się śmieje, odrobinę za głośno, dźwięk odbija się od pustych, białych ścian.Wszystko w nim było specyficzne, Stefan mógł to stwierdzić przebywając z nim tylko te parę godzin. Nawet śmiech, na swój sposób jednak uroczy.

Jedna noc – przypomniał sobie, kiedy ich spojrzenia się spotkały. Brian patrzył mu prosto w oczy, kolejny raz może nawet wyzywająco.

- Masz dziewczynę? - zapytał chłopak, unosząc brwi I przekrzywiając głowę w teatralnej manierze, jak ktoś bardzo ciekawy.

- Nie. - odpowiedział Stefan, zgodnie z prawdą, mimo wszystko bojąc się, jaki tor mogła obrać ta rozmowa.

- Chłopaka?

Pokręcił głową, spuszczając wzrok.

- Szkoda. Jesteś ładny.

Przez chwilę myślał, że się przesłyszał. Jasne, dziewczyny mu to mówiły, jeszcze w szkole średniej, ale nimi nie był zainteresowany. Rodzice też się nie liczą. Pierwszy raz usłyszał te słowa z ust… Czy Brian zaliczał się do chłopców, wiecie o co chodzi? Wyglądał bardziej jak prostytutka niż cokolwiek innego.
Postanowił to przemilczeć; Zresztą nawet nie wiedział, co mógłby odpowiedzieć.

- A ty? To był twój chłopak? - Stefan zrobił ruch głową, wskazując w żadnym konkretnym kierunku, ale Brian musiał wiedzieć, że chodziło mu o kolesia z parku.

- Były. - wzruszył ramionami, widocznie przygasł. Popatrzył za okno, ale wydawało się, że nic nie widzi, że jego wzrok wlepiony jest w przestrzeń. W Stefanie rosła ciekawość.

- Czy… - sam nie wiedział, jak dobrze sformułować słowa - …Zawsze traktował cię tak, jak widziałem?

Chłopak długo milczał, na jego twarzy pojawił się brzydki grymas. Kiedy zaczesywał niesforne kosmyki włosów za ucho, Stefan zauważył, że trzęsą mu się dłonie. Chyba nie powinien był o to pytać, nie tak bezpośrednio, ale wiedział, że ma już swoją odpowiedź, jeszcze zanim Brian na nowo się odezwał.

- Często. Nie rozmawiajmy o tym.

Przez jakiś czas siedzieli w ciszy; Na zewnątrz robiło się już jasno, ptaki zaczynały ćwierkać, Stefan zasłuchał się w tym koncercie – uwielbiał wstawać wcześnie rano, patrzeć na wschodzące słońce, na miasto znowu budzące się do życia. Mieszkał w spokojnej dzielnicy, w nocy wszystko wydawało się być zastygłe w bezruchu, od czasu do czasu pijane nastolatki bełkotały głośno coś, co chyba miało być śpiewem.

- Jestem zmęczony, wiesz, jutro się od ciebie wyniosę. - Brian zasnął niemal w tym samym momencie, w którym położył głowę na poduszce, kończąc zdanie.

Olsdal patrzył na niego jakiś czas, myśli zalewały go falami; Chłopak był taki drobny w tym wielkim łóżku.


* * *


- Dzięki. Za wszystko.


Kiedy Brian zamykał za sobą drzwi, Stefan potrafił tylko się martwić. Nie znał go, oczywiście, może jednak miał jakąś rodzinę w Londynie, u której się zatrzyma? Niepokój nie opuszczał go przez cały wieczór, w końcu jednak zasnął, czując, że przestaje o tym myśleć. Wszystko powinno być dobrze, nie musi przejmować się kimś, kogo nawet nie zna, prawda?

You Might Also Like

0 komentarze

Popular Posts