For Him

10:58

I will love you louder than your demons.


Naprawdę można mówić 'kocham' bez mówienia tego na głos, wprost. Widzę to w twoich oczach, słyszę to wyraźnie, kiedy starasz się mnie rozśmieszyć (zawsze ci wychodzi).
Pokazujesz mi blizny i świeże rany, niemal do kości; Czuję słodki zapach krwi, wciska mi się do nozdrzy i zostaje tam na długie godziny. Czuję się, jakbym tonął. Ćpałem kiedyś, codziennie chodziłem nagrzany, nadupcony, na haju. Pamiętam dreszcze, spazmy w środku miasta, w tłumach ludzi - przedawkowanie. Wszystko wydawało mi się wtedy obrzydliwe, ale kiedy patrzę na ciebie, na te blizny i rany, nie potrafię zmusić się, żeby czuć obrzydzenie. Piękno w braku perfekcji, tylko to przychodzi mi na myśl. Czuję wstyd, bo moje blizny to tylko przebarwienia, a rany to krople krwi na chusteczkach.

Stoimy w deszczu, mówisz, że mnie pocałujesz, jeśli nie zapalę papierosa. Ktoś gdzieś, daleko krzyczy coś o kurwie i odsyłaniu do diabła. Mam ochotę zdeptać paczkę fajek, ale moje uzależnienia są silniejsze ode mnie. Od mojego serca.

Mówisz o śmierci, planach, tabletkach, czasie. Tęsknię za moim darem pisania; Nigdy nie miałem takiego do mówienia, uczenia, przekonywania. Moje słowa brzmią pusto, jakby w ogóle nie miały prawa wydostać się z ust. Chciałbym mieć połowę twojego serca. Wyobrażam sobie, że może wtedy odjąłbym z ciebie część tej pustki, którą nieustannie widzę w twoich oczach.

Uciekamy przed własnymi głowami. Czuję się naćpany słowami, które do mnie mówisz, nie mogę spać. Leżę koło ciebie, pierwszy raz od miesięcy i dociera do mnie, że może czasem dostaję to, czego chcę. Wiem, że z tobą chcę czegoś świeżego, innego. Jakbym pił wodę po uczuciu największego pragnienia.

Kładziesz głowę na moim ramieniu; Czuję to. Każdą kość, nerw, czuję twój puls (wmawiam sobie, że jest normalny, jak u każdego człowieka. Ale wiem, gdzieś z tyłu głowy coś mówi mi, że ten puls, który czuję, jest zbyt wolny). Od lat nie czułem, uciekałem, gryzłem maskowałem wstręt (do siebie. Zawsze do siebie), który pojawiał się, kiedy tylko ktoś tknął mnie palcem. Nie mam ochoty już drapać skóry, zdzierać jej ze swojego ciała, chcę ci to powiedzieć, ale słowa nie formują się tak, jak powinny. Często to, co mówię na głos nie brzmi jak to, co mam w głowie. Ale ty rozumiesz. Patrzę na ciebie i zastanawiam się, dlaczego ja uciekłem z piekła, a ty nie. Dlaczego nie jestem wystarczający, żeby wymazać pragnienie śmierci? To chyba sięga głębiej, wnika we wnętrzności, zatruwa, trzyma się ciebie, jak ropiejąca rana. Nikt nie może tego zatrzymać.


***


Obiecałem ci cudowne miejsce, w tamtym dawnym liście, więc teraz siedzimy parę metrów nad ziemią (za każdym razem, kiedy tu jestem boję się patrzeć w dół, wychylać poza ten szeroki murek), blisko siebie. Staram się nie patrzeć na przestrzeń pod nami.

Opowiadam ci jak kiedyś, na falochronach, między lądem a bezkresnym morzem, siedziałem w miejscu i trzęsłem się ze strachu. Przytłoczyła mnie ta błękitna woda, jakby niebo postanowiło znaleźć się w odwrotnej pozycji. Śmiejesz się, a ja mam ochotę dodać, że zrobiłbym to jeszcze raz - wdrapał się na te cholerne kamienie - z tobą. Trzymasz mnie na ziemi, tak po prostu. Całujesz mnie, kręci mi się w głowie, czuję dreszcze - przedawkowanie, w środku miasta, w tłumie ludzi. Słowa więzną mi w gardle; Powinienem ci powiedzieć, że to był mój pierwszy pocałunek. Potem długo jeszcze czuję twoje usta na swoich.
Papierosy nigdy nie smakują już tak samo.


***


Budzę się wcześnie rano - pada śnieg, pierwszy tej zimy. Nie jest to tak spektakularne jak mogłoby być, bo białe płatki mieszają się z deszczem i nikną. Do wieczora nic nie zostanie z białego puchu, ale ja mimo wszystko wydaję z siebie parę dziwnych okrzyków i próbuję cię obudzić - mruczysz coś i zakrywasz się kołdrą po same oczy.
Otwieram okno i patrzę; Śnieg jest na pierwszym miejscu na mojej liście rzeczy, które sprawiają, że cieszę się jak dziecko. Każdej zimy marzę o bieli pokrywającej to zgniłe miasto, dodającej mu uroku, skrzącej się w słońcu jak malutkie gwiazdy zamknięte w puchu.
Kiedy dołączasz do mnie przy oknie, oczywiście owinięty grubą kołdrą, wybuchasz śmiechem - tak szczerym i pięknym (śmiejesz się ze mnie, bo stoję z otwartymi ustami), że zmieniam w głowie moją listę - Ty jesteś na pierwszym miejscu.

Spadł śnieg, a my jesteśmy tutaj, razem.

Fairy Tales - One day...

10:44

You fall for this boy, and he touches you with his fingers; And burns holes through your skin with his mouth; And it hurts when you look at him, and when you don’t; And it feels like someone’s cut you open with a jagged piece of glass.



Jesteście żywi.

Nie macie przed sobÄ… caÅ‚ej, przerażajÄ…cej wiecznoÅ›ci, dni spÄ™dzanych na zastanawianiu siÄ™, czy ktoÅ› w tym zatrutym miesteczku nie wpakuje wam w koÅ„cu kulki miÄ™dzy oczy ze strachu. Odczuwasz pragnienie, którego nie doznaÅ‚eÅ› przez swoje krótkie pierwsze życie; Tamto byÅ‚o wypeÅ‚nione strachem wciskajÄ…cym siÄ™ do ust, dÅ‚awiÄ…cym, nie pozwalajÄ…cym spać w nocy i funkcjonować w Å›wietle dnia. Odczuwasz pragnienie poznawania, biegu do przodu, czekania aż znowu wstanie sÅ‚oÅ„ce, chÅ‚oniÄ™cia wszystkiego do tego stopnia, że zaczyna boleć ciÄ™ w piersi od przesytu. Wreszcie żyjesz. Masz cel, a miÅ‚ość grzeje ci serce. Pozbywasz siÄ™ wszystkich tych rzeczy, które kiedyÅ› zatruwaÅ‚y ci umysÅ‚. Zniknęło irracjonalne obrzydzenie i strach przed czuciem wÅ‚asnego pulsu, jak w momencie, kiedy kÅ‚adziesz gÅ‚owÄ™ na nadgarstku. Z przyjemnoÅ›ciÄ… uÅ›wiadamiasz sobie, że krew znowu krąży w twoich żyÅ‚ach – już nie chcesz wydobywać jej na zewnÄ…trz, malować Å›cian czerwieniÄ…, masz to za sobÄ…. JesteÅ› dojrzalszy o jedno doÅ›wiadczenie.

- Musimy się stąd wydostać na jakiś czas. - mówi Simon, zupełnie nagle po całych minutach milczenia, kiedy leżycie na kanapie w twoim domu, ty między oparciem a swoim chłopakiem; Kreślisz palcem delikatne znaki na jego ramieniu, tym, na którym nie opierasz głowy.

Czujesz siÄ™ senny, rozleniwiony wczesnym porankiem, sÅ‚oÅ„ce wpadajÄ…ce przez okna grzeje ciÄ™ w twarz. Jest cicho – twoja rodzinia jakiÅ› czas temu pospieszyÅ‚a za obowiÄ…zkami, których wy nie macie. Jeszcze nie teraz. Na razie cieszycie siÄ™ sobÄ…, spÄ™dzacie caÅ‚e godziny na odkrywaniu siÄ™ wzajemnie, każdy raz jakby byÅ‚ pierwszym i zarazem ostatnim. Czasem patrzysz na niego, kiedy czyta ci na gÅ‚os wiersze, i masz wrażenie, że serce wybuchnie ci ze szczęścia.

- Chcesz wyjechać? - masz ochotę podnieść głowę, spojrzeć, jednocześnie cały się przed tym wzbraniając. Wstrzymujesz oddech, twoja dłoń nieruchomieję na jego ramieniu.

- Tylko z tobÄ….

- Przecież mówiłem ci, że nigdzie się stąd nie ruszam.

Czujesz delikatny pocałunek we włosach, przez twoje ciało przechodzi dreszcz. Simon mocniej cię do siebie przytula; Zamykasz oczy, czekasz, aż w końcu znowu się odzywa.

- Nie wyjedziemy na stałe. Myślałem, że chcesz podróżować?

KiedyÅ›. KiedyÅ› chciaÅ‚eÅ› uciec, zapomnieć, zniknąć, nic ciÄ™ tu nie trzymaÅ‚o. WydawaÅ‚o ci siÄ™, że dopiero na drugim koÅ„cu Å›wiata bÄ™dziesz w stanie wreszcie siÄ™ odnaleźć, zaleczyć tÄ™ pustkÄ™. Chcesz to wszystko powiedzieć, ale uderza ciÄ™ myÅ›l – przecież pragniesz podróżować, biec, czuć.

Więc się zgadzasz.


* * *


Miasto tÄ™tni życiem. W pierwszej chwili myÅ›lisz, że przyjechaliÅ›cie w złą porÄ™, wczesnym popoÅ‚udniem – caÅ‚y ten tÅ‚um na stacji, w restauracjach, kawiarniach, ludzie przepychajÄ…cy siÄ™ i nieznoÅ›ny szum. Po chwili zdajesz sobie sprawÄ™, że tak jest tutaj caÅ‚y czas, niezależnie od godziny.

Kiedy przechadzacie siÄ™ miÄ™dzy sklepami muzycznymi (Simon powiedziaÅ‚ ci, że to jego ulubione miejsca, a ty bardzo chcesz to wszystko zobaczyć) zaczynasz dostrzegać urok miasta, tak różniÄ…cego siÄ™ od Roarton – pustego, sennego miasteczka z ciemnymi umysÅ‚ami. Możesz czuć siÄ™ tam dobrze, z rodzinÄ… i Simonem u boku, ale nigdy nie zdoÅ‚asz pozbyć siÄ™ ciÄ…gÅ‚ego znudzenia monotoniÄ…, musisz to do siebie przyjąć. Nie zapomnisz wszystkiego, co dziaÅ‚o siÄ™, kiedy byÅ‚eÅ› jeszcze chodzÄ…cym trupem.

Zatrzymujecie siÄ™ nagle, niemal wpadasz na swojego towarzysza.

- Chcę ci coś pokazać, Kier.

Patrzysz na budynek z betonu przed wami, wyglądający jakby robotnicy porzucili jego wznoszenie w połowie. Zastanawiasz się, co to za miejsce, co takiego Simon chce ci pokazać. Masz złe przeczucie, tak naprawdę wcale nie chcesz tam iść, ale przecież on będzie tuż obok ciebie, prawda?
Siadacie na czymś, co prawdopodobnie miało być oknem, a pozostało dziurą w betonie. Mimowolnie czytasz wulgarne napisy na ścianach, krzywisz się. Wszystko tutaj jest szare i smutne, ale ze swojego miejsca możecie obserwować powoli zachodzące słońce i niewielki skrawek zieleni, oddzielający ten budynek od reszty miasta. Nachodzi cię ochota, żeby sięgnąć po szkicownik, który masz w torbie.

- Kiedyś bardzo często tu przychodziłem. Z ludźmi. - Simon nerwowo pociera dłonią zgięcie łokcia; Gdyby nie ten gest, myślałbyś, że to pozytywne wspomnienie z młodzieńczych szaleństw z przyjaciółmi. Ale tam, pod płaszczem, schowane są blizny po igłach.

Milczysz, wbijasz wzrok w ziemię, ale słuchasz uważnie. Twój chłopak tak rzadko, przez cały czas, kiedy jesteście razem, opowiada ci cokolwiek o sobie. Każdą informację chłoniesz jak powietrze, chcesz więcej więcej więcej, każdy sczczegół.

- Tutaj umarłem.

Czujesz, jak coś ściska ci gardło. Wyobrażasz sobie Simona, na tej betonowej podłodze, tylu ludzi wokół, zajętych swoim własnym hajem, odjazdem, tripem. Wyobrażasz sobie, jak umierał po swojej ostatniej dawce heroiny, całkiem sam. Czy to było przyjemne, do samego końca, a może jednak cierpiał? Jak długo leżał tutaj, dopóki w końcu ktoś nie zauważył, że jest już martwy?
Czujesz łzy na policzkach, pochylasz głowę; Wstrząsa tobą ohydny, głośny szloch.

- Dlaczego byÅ‚eÅ› tutaj? Dlaczego nie wróciÅ‚eÅ› do domu? Dlaczego… - sÅ‚owa wiÄ™znÄ… ci w gardle, sÅ‚yszysz swój wÅ‚asny, Å‚amiÄ…cy siÄ™ gÅ‚os. Nie brzmisz jak ty.

Simon przytula cię do siebie, zmusza, żebyś usiadł mu na kolanach, więc ciasno obejmujesz go za szyję, chowasz twarz w jego włosach. Chcesz zapomnieć, że pragniesz znać wszystkie szczegóły, nie myśleć o tym już nigdy.

- Ojciec wyrzucił mnie z domu kiedy miałem dziewiętnaście lat. Jak tylko dowiedział się, że daję sobie w żyłę.

- To wszystko jest tak cholernie niesprawiedliwe. Wszystkie te rzeczy, które cię spotkały, wcześniej i później.

Trzyma cię w ramionach, dopóki obrazy nie wyblakną w twojej głowie (nie wiesz, ile jeszcze będziesz mieć je pod powiekami) i nie zaczynasz brać głębokich oddechów. Przychodzi ci do głowy pomysł, jarzy się jak fajerwerki, zasiewa nadzieję gdzieś w tym kawałku mięsa, pompującym krew.

- Chodźmy do twoich rodziców. Minęło tyle czasu, jestem pewny, że możesz to naprawić! To nasze nowe życie, no nie? - odsuwasz się, żeby spojrzeć na jego twarz, ale kiedy to robisz, uśmiech znika ci z twarzy. Czujesz nieznośne pieczenie skóry w miejscach mokrych od niedawnych łez.

Simon kręci głową, a ty postanawiasz już nic nie mówić. Wiesz, że ma ci jeszcze coś do powiedzenia, ale nie teraz, jeszcze nie teraz, nie jesteś na to gotowy.


* * *


Zatrzymujecie się w najtańszym motelu, jaki tylko udało się wam znaleźć. Niedługo wyruszycie dalej i nie jesteś pewny, czy bardziej odczuwasz ekscytację, czy nerwowość, bo przecież wcale nie macie pieniędzy, ale z Simonem wszystko wydaje się łatwiejsze. Uśmiechasz się, kiedy zsuwa wasze dwa osobne łóżka razem, śmiejesz, kiedy popycha cię na nie, lądując nad tobą. Zatracasz się w pocałunku, z wrażeniem białego szumu w głowie.

Godzinę później siadasz na podłodze i rysujesz, przy dźwiękach gitary, na której gra Simon.

Dociera do ciebie, że nieważne gdzie jesteÅ›cie, zawsze czujesz siÄ™ jak w domu, jeÅ›li tylko on jest przy tobie. To gÅ‚upie, myÅ›lisz, dziecinne. Nigdy nie wierzyÅ‚eÅ› w bratnie dusze. Już dawno przestaÅ‚eÅ› porównywać to, co masz teraz, z tym, co miaÅ‚eÅ› kiedyÅ›. Z Rickiem. Tamto byÅ‚o nienormalne, wieczne chowanie siÄ™ i niepewność, poczucie, że jesteÅ› dosÅ‚ownie brudnym sekretem. OddaÅ‚eÅ› caÅ‚e swoje serce, przyjÄ…Å‚eÅ› to minimum, które ci narzuciÅ‚. Tylko po to, żeby potem uciekÅ‚ do wojska i zginÄ…Å‚. Nie możesz teraz o tym myÅ›leć, o wszystkich straconych szansach, o braku nadziei, bo to prowadzi do jednego – do myÅ›li o twoim wÅ‚asnym samobójstwie.

Nie zauważasz, kiedy przestajesz rysować, a zaciskasz palce na ołówku tak mocno, że bieleją ci knykcie. Blizny na nadgarstkach zaczynają swędzieć, masz ochotę drapać je do krwi. Dźwięki gitary ustają.

- Co się stało? - Simon pochyla się do ciebie ze swojego miejsca na łóżku; Nic się przed nim nie ukryje i czasem bardzo tego żałujesz. Tego, że zdarza ci się go martwić.

- Nic, po prostu… PomyÅ›laÅ‚em o Ricku.

- Czyli jednak coÅ›.

Nie chcesz o tym rozmawiać. Ciągle powtarzasz, że to było kiedyś, a teraz jest teraz. Mimo tego Simon od czasu do czasu pyta cię o twoją dawną miłość i zadziwia cię, że go to obchodzi i że każdą informację przyjmuje ze stoickim spokojem, ba, często też pociesza.

- Zaśpiewasz? - wskazujesz na gitarę, zostawioną na podłodze.


Więc Simon śpiewa dla ciebie; Spokojny, kojący utwór o miłości i zostawianiu bólu daleko za sobą. Jutro rano ruszacie w dalszą podróż, łatwo ci zapomnieć o przykrych wspomnieniach. Jakiś czas później zasypiasz na niewygodnym, motelowym łóżku, ale naprawdę czujesz się jak w domu, będąc przytulonym do ciepłego ciała Simona.

Fairy Tales - Sometimes home...

05:37

Can be another person.



Kieren budzi siÄ™, wtulony w zimne, na wieki martwe (jednoczeÅ›nie tak żywe, przychodzi mu do gÅ‚owy) ciaÅ‚o Simona, który jeszcze Å›pi. Kieren bardzo chce zobaczyć jego twarz – obaj Å›nili bez koszmarów, co jest niezwykle wyjÄ…tkowe – ale Simon leży na brzuchu, z twarzÄ… zwróconÄ… w stronÄ™ okna. ChÅ‚opak podnosi siÄ™, uprzednio skÅ‚adajÄ…c delikatny pocaÅ‚unek na odkrytym ramieniu starszego mężczyzny; Nie może oderwać wzroku od blizny, biegnÄ…cej wzdÅ‚uż jego pleców. Gdzieniegdzie widać biel koÅ›ci i Kieren myÅ›li, jaki to okropny dowód bestialstwa dwójki ludzi, którzy uważali siÄ™ za lekarzy. Cierpnie mu skóra za każdym razem, gdy próbuje sobie to wyobrazić, albo kiedy Simon budzi go co noc bÅ‚aganiami, które wciąż powtarza, kiedy Å›niÄ… mu siÄ™ eksperymenty.

Kieren patrzy i nagle przychodzi mu do głowy obraz, który chciałby przenieść na papier, więc sięga po szkicownik, ołówek i kredki, leżące na podłodze przy łóżku; Zostawił je tam wczoraj, sfrustrowany ewidentną blokadą, która dopadła go nie wiadomo kiedy (tak naprawdę nie pamiętał, żeby ostatnio skończył jakiś rysunek).

Opiera siÄ™ o wezgÅ‚owie łóżka i bierze wdech, którego już nie potrzebuje; Bungalow jest taki cichy bez Amy, a Kieren ciÄ…gle ma nadziejÄ™, że usÅ‚yszy jej kroki, że zaraz wpadnie do sypialni: ‘GÅ‚uptasy, patrzcie na siebie, nadal leżycie w łóżku, co robiliÅ›cie całą noc? ZostaliÅ›cie przyÅ‚apani!’. Kieren uÅ›miecha siÄ™ na to wyobrażenie, ale szybko porzuca niebezpieczne rejony wspomnieÅ„ – zerka na nadal Å›piÄ…cego Simona i robi pierwsze kreski na kartce, chociaż ma wrażenie, że palce ma niesamowicie sztywne i zapomniaÅ‚, jak formuje siÄ™ ksztaÅ‚ty, ożywia formy za pomocÄ… pociÄ…gnięć.


* * *


Po dwóch godzinach rysunek jest skoÅ„czony – Kieren jest zadowolony z efektu (chyba jednak nie wypadÅ‚ z wprawy) i kÅ‚adzie szkicownik Å›rodkiem w dół na poÅ›cieli. KÄ…tem oka zauważa, jak dÅ‚oÅ„ Simona lekko drży, a potem mężczyzna obraca siÄ™ i Kieren momentalnie siÄ™ do niego uÅ›miecha. Simon ma zmierzwione wÅ‚osy, a kiedy siÄ™ odzywa (proste ‘DzieÅ„ dobry, Kieren.’) jego akcent jest tak wyraźny, że chÅ‚opak ledwo rozróżnia sÅ‚owa – wszystko to sprawia, że Kierenowi Å›ciska siÄ™ gardÅ‚o, zupeÅ‚nie, jakby miaÅ‚ siÄ™ popÅ‚akać. WypeÅ‚nia go niesamowita radość i myÅ›li, że jego dawno martwe serce mogÅ‚oby eksplodować. ZaznaÅ‚ takiego szczęścia tylko raz, ale wtedy dotyczyÅ‚o Ricka. Nie może teraz przypominać sobie Ricka Macy. Wie, że ta karta jest zamkniÄ™ta, Simon tworzy dla niego nowÄ…, wypeÅ‚nionÄ… cudownymi kolorami, których nikt nie potrafi jeszcze nawet nazwać.
Kieren wraca do rzeczywistoÅ›ci po toniÄ™ciu w swoich wÅ‚asnych myÅ›lach, kiedy Simon Å‚apie go za dÅ‚oÅ„ i zmusza do ponownego poÅ‚ożenia siÄ™, wiÄ™c kÅ‚adzie siÄ™, z gÅ‚owÄ… na jego klatce piersiowej (och, jak żaÅ‚uje, że nie może usÅ‚yszeć bicia serca Simona. Wyobraża je sobie – mocne i gÅ‚oÅ›ne. MógÅ‚by sÅ‚uchać w nieskoÅ„czoność tego dowodu najdroższego życia.) i nagle Kieren przypomina sobie o rysunku, pierwszym skoÅ„czonym od tak dÅ‚ugiego czasu. Waha siÄ™, czy pokazać go Simonowi, ale przecież zdecydowaÅ‚ już wczeÅ›niej, dlatego siÄ™ga po szkicownik.

- To dla ciebie. - wrÄ™cza mu swoje dzieÅ‚o i czuje, jak niepewność wspina mu siÄ™ po krÄ™gosÅ‚upie. Co jeÅ›li efekt bÄ™dzie odwrotny do zamierzonego? - DziÄ™ki tobie nauczyÅ‚em siÄ™ znowu patrzeć w lustro i zaakceptować to, jaki naprawdÄ™ teraz jestem… Dlatego chcÄ™ zrobić to samo dla ciebie.

SÅ‚owa niemal utykajÄ… mu w gardle – jÄ…ka siÄ™ i dÅ‚awi, jednoczeÅ›nie mówiÄ…c sobie, że to nic takiego. Ale opinia i reakcja (przede wszystkim) Simona jest dla niego bardzo ważna.

Simon dÅ‚ugo patrzy na rysunek, w ogóle siÄ™ nie odzywajÄ…c i Kieren już nastawia siÄ™ na najgorsze, kiedy mężczyzna wzdycha dÅ‚ugo i drżąco, a potem Å›mieje siÄ™ – Kieren nigdy nie sÅ‚yszaÅ‚, żeby Simon tak siÄ™ Å›miaÅ‚. ZastanawiaÅ‚ siÄ™ nawet, czy kiedykolwiek, ktokolwiek (może Amy?) wywoÅ‚aÅ‚ u niego wÅ‚aÅ›nie taki Å›miech, szczery i poruszajÄ…cy caÅ‚ym ciaÅ‚em, jakby odczuwaÅ‚ szczęście z samej głębi serca, może nawet duszy.

Kieren podnosi głowę, żeby spojrzeć na Simona, a on dotyka jego policzka, z przesadną ostrożnością, jak zawsze, jakby chłopak był z porcelany.

- Jest piękny. - mówi i całuje Kierena, długo, z pasją, a potem znowu patrzy na szkicownik, uśmiechając się. Kieren też się uśmiecha - gdyby cokolwiek czuł, pewnie bolałyby go policzki.

Rysunek przedstawia Simona, leżącego na brzuchu, z gÅ‚owÄ… odwróconÄ… w stronÄ™ okna. PrzeÅ›cieradÅ‚o, którym jest okryty, nie zasÅ‚ania okropnej blizny na jego plecach, gdzieniegdzie przeÅ›wituje biel koÅ›ci krÄ™gosÅ‚upa. Ale to wÅ‚aÅ›nie z tej blizny wyrastajÄ… kwiaty, jedyny kolorowy element rysunku – Krwistoczerwone róże, żółte sÅ‚oneczniki, kilka soczyÅ›cie zielonych ździebeÅ‚ trawy, niebieskie niezapominajki i kilka innych roÅ›lin, wszystkie żyjÄ…ce odmiennymi kolorami.


Obrazek zostaje ostrożnie wyrwany ze szkicownika i Simon nosi go cały czas przy sobie, od czasu do czasu przypominając o nim Kierenowi, powtarzając, że jest śliczny.

Fairy Tales - He tastes...

05:35

like nectar and salt
Nectar and salt and apples
He tastes like fairy tales


Kieren Walker byÅ‚ najpiÄ™kniejszym czÅ‚owiekiem (a raczej zombie… tak, to znaczy chorym na Zespół Częściowego Obumarcia), jakiego spotkaÅ‚ na swojej drodze Simon; Z jego nerwowym skubaniem rÄ™kawów, tym, że nie potrafiÅ‚ usiedzieć piÄ™ciu minut w kompletnym spokoju, jego ciÄ™tym jÄ™zykiem i wrażliwoÅ›ciÄ…. MógÅ‚by patrzeć godzinami, jak Kieren maluje, brudzÄ…c farbÄ… twarz przy odgarnianiu z oczu kosmyków wÅ‚osów, i Å›miać siÄ™ z jego przekleÅ„stw, kiedy tylko zdaÅ‚by sobie z tego sprawÄ™. Simon nie myÅ›laÅ‚, że jeszcze kiedyÅ› cokolwiek, a tym bardziej ktokolwiek bÄ™dzie znaczyÅ‚ dla niego tyle samo (a nawet wiÄ™cej), niż znaczyÅ‚y narkotyki w pierwszym życiu.
Kieren był jak heroina.
Kiedy Prorok kazaÅ‚ mu go zabić, Simon prawie postradaÅ‚ zmysÅ‚y. ‘’z jednej strony jest to, w co wierzÄ™, a z drugiej jesteÅ› ty’’, rozdarty miÄ™dzy tym wszystkim, co przywróciÅ‚o mu namiastkÄ™ rodziny i umożliwiÅ‚o zapomnienie o przeszÅ‚oÅ›ci, a z drugiej ten chÅ‚opak – miÅ‚ość w martwym sercu Simona. ByÅ‚a jeszcze Amy. Kochana, niemożliwa, rozeÅ›miana Amy, kolorowe ubrania, radość życia i nie zamykajÄ…ce siÄ™ usta. Promyk sÅ‚oÅ„ca.
- Hej?
Gdyby serce Simona biÅ‚o, prawdopodobnie wyskoczyÅ‚oby mu w tym momencie z piersi. Kieren opieraÅ‚ siÄ™ o framugÄ™; Jedna rÄ™ka na biodrze, zmarszczka miÄ™dzy brwiami i pytajÄ…ce spojrzenie, chociaż to Simon powinien tak na niego patrzeć – nawet nie sÅ‚yszaÅ‚ pukania. Bungalow byÅ‚ cichy, żadnych skrzypieÅ„ desek podÅ‚ogi pod stopami, żadnych gÅ‚osów. Amy nie żyÅ‚a, wiÄ™c dom bez jej obecnoÅ›ci także staÅ‚ siÄ™ martwy.
- … Drzwi byÅ‚y otwarte. – TrochÄ™ za szybko wyrzuciÅ‚ z siebie Kieren (Simon prawie go nie zrozumiaÅ‚), podchodzÄ…c i siadajÄ…c obok mężczyzny na łóżku. Sprężyny materaca cicho zaskrzypiaÅ‚y.
Simon zapatrzyÅ‚ siÄ™ na niego; Wciąż i wciąż zaskakiwaÅ‚o go, jak nienaturalnie dÅ‚ugie rzÄ™sy miaÅ‚ Kieren. MuskaÅ‚y skórÄ™ i rzucaÅ‚y delikatny cieÅ„ na policzki, kiedy mrugaÅ‚. MiaÅ‚ truskawkowe refleksy we wÅ‚osach i ciemnobrÄ…zowe oczy, jeÅ›li akurat nosiÅ‚ soczewki kontaktowe, oczywiÅ›cie. RobiÅ‚ to jednak bardzo rzadko – powiedziaÅ‚ Simonowi, że dziÄ™ki niemu nauczyÅ‚ znów patrzeć w lustro i nie wstydzić siÄ™ swojego wyglÄ…du. WywoÅ‚aÅ‚o to przyjemne ciepÅ‚o w sercu Simona, Å›wiadomość zmienienia czegoÅ› ważnego w życiu Kierena, zmienienie jego postrzegania samego siebie.
- Rodzice pytali, czy przyjdziesz na lunch.
- A ty oczywiście potwierdziłeś?
Mina Kierena mówiÅ‚a ‘’wÅ‚aÅ›nie tak zrobiÅ‚em’’, kiedy krÄ™ciÅ‚ gÅ‚owÄ….
- Oni cię lubią, Simon! Chcą cię widywać częściej.
Simon jÄ™knÄ…Å‚ i ciężko opadÅ‚ plecami na łóżko. NaprawdÄ™ nie miaÅ‚ ochoty przychodzić do domu chÅ‚opaka. Powody byÅ‚y bardzo jasne – prawie zabiÅ‚ Kierena i miaÅ‚ wrażenie, że jego rodzice powinni, zamiast zapraszać go niemal codziennie na obiady, darzyć go nieufnoÅ›ciÄ… i może wrÄ™cz nienawiÅ›ciÄ…. Nawet, jeÅ›li nikt tak naprawdÄ™ nie wiedziaÅ‚, co Simon chciaÅ‚ zrobić. Co byÅ‚ naprawdÄ™ gotów zrobić. Jego czynów nie usprawiedliwiaÅ‚ fakt, że wahaÅ‚ siÄ™ sekundÄ™ po otrzymaniu rozkazu i kilka sekund przed samÄ… okazjÄ… do wypeÅ‚nienia go. Poczucie winy ciążyÅ‚o mu na klatce piersiowej, ilekroć patrzyÅ‚ Walkerom w oczy.
- Nie majÄ… za co mnie lubić. – ZakryÅ‚ twarz dÅ‚oÅ„mi, żeby nie musieć oglÄ…dać reakcji chÅ‚opaka na to, co zamierzaÅ‚ powiedzieć – Cholera, Kier, nawet ty nie masz za co!
UsÅ‚yszaÅ‚, jak Kieren szybko odwraca siÄ™ w jego stronÄ™; sprężyny znów zaskrzypiaÅ‚y. Przez szparÄ™ miÄ™dzy palcami dostrzegÅ‚, jak twarz nastolatka stężaÅ‚a w zdziwieniu, powodujÄ…c, że tym razem miÄ™dzy brwiami powstaÅ‚a spora zmarszczka, a jego usta uÅ‚ożyÅ‚y siÄ™ w idealne ‘’o’’, co mogÅ‚oby wyglÄ…dać nawet Å›miesznie, gdyby nie sytuacja – Kieren, w przeciwieÅ„stwie do niego, miaÅ‚ bardzo mimicznÄ… twarz. Simon siÄ™ skrzywiÅ‚. Cisza niezrÄ™cznie siÄ™ przedÅ‚użaÅ‚a i atmosfera miÄ™dzy nimi momentalnie zgÄ™stniaÅ‚a.
- Prawie ciÄ™ zabiÅ‚em. Wtedy, kiedy zniknÄ…Å‚em, byÅ‚em w mieÅ›cie i Prorok… MiaÅ‚em ciÄ™ zabić, Kieren.
Rysy chÅ‚opaka zÅ‚agodniaÅ‚y, w kompletnym przeciwieÅ„stwie tego, co wedÅ‚ug Simona powinno siÄ™ stać, ale zdziwienie chyba zastÄ…piÅ‚ szok – dÅ‚ugÄ… chwilÄ™ wpatrywaÅ‚ siÄ™ w okno, w ciężkiej ciszy, co tylko pogłębiÅ‚o panikÄ™ Simona – co jeÅ›li naprawdÄ™ byÅ‚a to cisza przed okropnÄ…, okropnÄ… burzÄ…? JeÅ›li Kieren postanawiaÅ‚ wÅ‚aÅ›nie uciec, odejść od niego. Za kÅ‚amstwo, nieszczerość i za tÄ… okropnÄ… decyzjÄ™, którÄ… Simon podjÄ…Å‚. Å»aÅ‚owaÅ‚ wyznania, chociaż przyznanie siÄ™ sprawiÅ‚o, że ulga na krótkÄ… chwilÄ™ zastÄ…piÅ‚a ucisk w piersi.
Na zewnątrz słońce zaczynało zachodzić za horyzont, zalewając wszystko bladoróżową poświatą.
- W ostatniej chwili siÄ™ powstrzymaÅ‚em, nie mogÅ‚em tego zrobić, bo…
ZamilkÅ‚, kiedy poczuÅ‚ zimne palce na swoich dÅ‚oniach, zmuszajÄ…ce go, żeby odsÅ‚oniÅ‚ twarz. PoddaÅ‚ siÄ™ niechÄ™tnie, z sercem w gardle – oczekiwaÅ‚ wszystkiego, ale nie tego, że Kieren go pocaÅ‚uje. SÅ‚odki, krótki pocaÅ‚unek .
- Kieren? – SzepnÄ…Å‚, nagle ze Å›ciÅ›niÄ™tym gardÅ‚em.
- To było coś, w co głęboko wierzyłeś. Nie mogłeś tak po prostu tego porzucić, prawda?
Simon poczuł, jak ulga znów spływa na niego; odetchnął głęboko, chociaż jego płuca już nie potrzebowały tlenu. Przebaczenie, pomyślał, szeroko otwartymi oczami wpatrując się w Kierena, tym razem samemu będąc zdziwionym, on ci przebacza i rozumie. Kieren, myślący najpierw o innych, a dopiero później o samym sobie (nie zawsze, tłukło mu się w głowie, nie zawsze, przecież zabił się, a wszyscy, którzy byli mu bliscy cierpieli. Ale w tym życiu był czysty, nieskażony, piękny).
- Chodź, nie powinieneÅ› ciÄ…gle tutaj siedzieć. – Kieren zrobiÅ‚ ruch dÅ‚oniÄ…, wskazujÄ…c na puste pokoje bungalowa z zastygÅ‚ymi w nich wspomnieniami o Amy. Faktycznie, nie powinien ciÄ…gle tutaj siedzieć. – PowiedziaÅ‚em rodzicom, że niedÅ‚ugo bÄ™dziemy.

Simon pomyślał, że kocha Kierena najbardziej na świecie.

Butterflies & Hurricanes R-5

07:58

(2003)

Brian śpi w moim pokoju hotelowym; Nie mogę oderwać od niego wzroku, wygląda tak drobno w tym wielkim, królewskim łóżku.
- Jest ósma rano… - klÄ™kam na podÅ‚odze, caÅ‚ujÄ™ go w odsÅ‚oniÄ™tÄ… szyjÄ™, szczÄ™kÄ™, potem w kÄ…cik ust i skroÅ„. Krzywi siÄ™ i odwraca ode mnie, naciÄ…ga koÅ‚drÄ™ po sam czubek gÅ‚owy. - O dziewiÄ…tej mamy sesjÄ™.
- Mhmm.
Pochylam się, ściągam z niego kołdrę zdecydowanym szarpnięciem. Brian głośno wzdycha, łapie mnie za rękę i ciągnie w dół z zadziwiającą jak na kogoś zaspanego siłą. Całuje mnie, dopóki nie brakuje nam powietrza, a potem przylega do mnie, jego ramiona ciasno wokół mojej szyi.
- Śniłem, że odchodzisz. - szepta tak cicho, że ledwo rozróżniam słowa.
ChcÄ™ mu powiedzieć, że nie odejdÄ™ – po części byÅ‚aby to prawda, ale po części kÅ‚amstwo, a kÅ‚amaÅ‚em już za dÅ‚ugo wczeÅ›niej, tyle lat. CaÅ‚e nasze życie razem to kÅ‚amstwo, na dodatek bolesne. Ale czy każde takie nie jest? Nie mamy przyszÅ‚oÅ›ci. Nie mamy nawet teraźniejszoÅ›ci.
Milczę za długo.
- Nie mów mi, że musisz.
- Bri…
Odsuwa się ode mnie, gwałtownie sięga po paczkę papierosów i zapalniczkę, zakopane gdzieś pod naszymi ubraniami, rozrzuconymi na podłodze. Odpala fajkę, zaciąga się. Nie chcę widzieć, jak trzęsą mu się dłonie, znowu go przytulam, chowa twarz w zgięciu mojej szyi.
- Chcę z tobą zostać. - słowa niemal więzną mi w gardle.
CaÅ‚e nasze życie razem to zÅ‚ość, rozczarowanie, zÅ‚udne nadzieje. Wiem, że nie musi tak być, że wszystko zależy ode mnie. Jak cienka jest granica miÄ™dzy miÅ‚oÅ›ciÄ… a nienawiÅ›ciÄ…, kiedy Brian w koÅ„cu jÄ… przekroczy? Czemu nie dajÄ™ mu jasnych odpowiedzi, czemu brnÄ™ w tÄ™ chorÄ… grÄ™ – to coÅ› w nim, nie potrafiÄ™ mu odmówić, niszczÄ™ go kawaÅ‚ek po kawaÅ‚ku, jestem Å›wiadom konsekwencji. Chyba w ogóle go nie kocham, to tylko toksyczne przyciÄ…ganie – ta myÅ›l odbiera mi oddech.


* * *


(Londyn)


- Mam wrażenie, że nie potrafię robić nic innego, wiesz? Umiem tylko śpiewać.
- Mógłbyś robić milion innych rzeczy. - nie podnoszę wzroku; przeglądam jakiś muzyczny magazyn, ale tak naprawdę nie mogę się skupić, jestem oddalony od siebie, od tego mieszkania. Od Briana. - Jesteś mądry.
Molko prycha, a ja wreszcie na niego patrzę. Opiera się o kuchenny blat, od razu zauważam koło niego butelkę czerwonego wina I pusty kieliszek.
- Zamierzasz pić?
- A jak myślisz? - niemal od razu nalewa sobie alkoholu, jak zwykle pierwszy kieliszek pije w zastraszającym tempie. Obserwuję go uważnie, w końcu Brian pyta, czy chcę się napić razem z nim. Zgadzam się, bo wiem, że inaczej wypije całą butelkę sam, a to nigdy nie kończy się dobrze.
Brian ma dziwny humor; Nie potrafię dokładnie tego opisać. Odkąd wróciliśmy do domu, na jego ustach majaczy cień uśmiechu, ale widzę ten uśmiech bardzo jako szyderczy. Ma zmarszczkę między brwiami, jakby głęboko się nad czymś zastanawiał, jakby był zmartwiony. Wydaje mi się (nie, jestem tego pewny), że wiem co ma w głowie.
Kiedy na lotnisku, przed drogÄ… powrotnÄ…, dostaÅ‚em telefon i powiedziaÅ‚em tylko ‘nie czekaj na mnie na lotnisku, wrócÄ™ późno’ Brian staÅ‚ za mnÄ…, chociaż wydawaÅ‚o mi siÄ™ wczeÅ›niej, że pokazuje swój paszport przy biurku. OczywiÅ›cie wcale nie wróciliÅ›my późno – byÅ‚a 8 rano, kiedy wylÄ…dowaliÅ›my w Heathrow. Brian byÅ‚ zmÄ™czony, wszyscy byliÅ›my, ale on wyjÄ…tkowo marudziÅ‚, powtarzaÅ‚, że nienawidzi samolotów, prawie spadÅ‚ ze schodów, kiedy wychodziliÅ›my z lotniska, żeby zÅ‚apać taksówkÄ™. Mimo wszystko z ust nie schodziÅ‚ mu ten dziwny pół-uÅ›miech.
Teraz leżymy na kanapie w jego mieszkaniu; Brian na mnie, leniwie kreśli jakieś znaki na moim odkrytym ramieniu. Pachnie alkoholem i papierosami, jak zawsze.
- Co z…? - pyta cicho i chociaż nie koÅ„czy wiem, o czym mówi. O kim.
- MuszÄ™…
Zamyka mi usta pocałunkiem; Tak naprawdę nie chce wiedzieć.


* * *


Budzę się w łóżku sam, Stefan pojechał do swojego mieszkania w środku nocy, chociaż nawet nie wiem kiedy dokładnie, spałem. Wrócił do niego, do tamtego. Nie chcę o tym myśleć, więc zaparzam sobie czarną kawę (nienawidzę czarnej kawy) i siadam na podłodze w salonie, przeglądając szkice tekstów i melodii.
Nagle widzÄ™ coÅ› zupeÅ‚nie niepasujÄ…cego do chaosu muzyki – Kartka z pismem Stefana.
Wybieram Jego. Zawsze wybieram Jego, nieważne jak bardzo okrywam swoje serce lodem i drutem kolczastym, jak kłamię, raz za razem.
Krótka notatka, a ja czujÄ™, jak topniejÄ™ w Å›rodku, rozpÅ‚ywam siÄ™, wypeÅ‚nia mnie gorÄ…ce uczucie czegoÅ›, czego nawet nie potrafiÄ™ nazwać. Od razu myÅ›lÄ™, mam nadziejÄ™, że to wyznanie dotyczy mnie, nikogo innego, chociaż gdzieÅ› z tyÅ‚u gÅ‚owy maÅ‚y gÅ‚os krzyczy ‘jesteÅ› idiotÄ…, że robisz sobie nadziejÄ™!’.
Co ta kartka robiła między moimi tekstami piosenek?
Nagle się budzę, leżę sam w swoim łóżku. Patrzę na puste miejsce obok siebie, poduszki nadal pachną Nim. Serce bije mi za szybko, słyszę ten dźwięk w klatce piersiowej, czuję to bicie uderzające w żebra, panika ogarnia mnie całego.
Biorę zimny prysznic i powtarzam sobie raz za razem, że to tylko zmęczenie po podróży.


* * *


Późnym wieczorem, kiedy udało mi się uspokoić paroma butelkami piwa, słyszę klucz przekręcany w zamku drzwi wejściowych.
- Cześć. - Stefan uśmiecha się pogodnie, jakby wcale mnie nie zdradził (mnie?), jakby wcale nie był jeszcze przed chwilą u kogoś innego, jakby wracał ze spaceru. Wyobrażam sobie, że się kochali, na pewno, w tym samym łóżku, w którym parę lat temu robił to ze mną. Skóra kurczy mi się na głowie, robi mi się niedobrze.
- Nudziłem się. - mówię, wciskając głowę między kolana. Siedzę na podłodze w salonie; Nie miałem odwagi sięgnąć do porozrzucanych kartek z melodiami i tekstami. Irracjonalny strach po głupim śnie wcale nie pomagał w pozbyciu się uczucia, że wszystko we mnie się rozpada.
- Jak było? Wiesz, z nim. Mam nadzieję, że wziąłeś prysznic, nie chcę czuć go na tobie, tak jak on pewnie nie chciałby czuć mnie. W końcu żyje w pełni tego kłamstwa.
Stefan zatrzymuje się w pół kroku, stoi tyłem do mnie. Zauważam, jak jego ramiona opadają, jak schyla głowę, jakby to co powiedziałem go przygniotło.
- Dużo wypiłeś? - w końcu do mnie podchodzi, ma szarą twarz. Robi ruch, jakby chciał mnie objąć, ale rozmyśla się.
- Za mało.
- Jesteś okrutny w tym co mówisz.
- A ty niby nie jesteÅ›, kurwa, ‘okrutny’? - krzyczÄ™, zrywam siÄ™ z podÅ‚ogi.
CaÅ‚e nasze życie razem to ból ból ból. ChcÄ™ siÄ™ go pozbyć, chcÄ™ powiedzieć Stefanowi, żeby odszedÅ‚, raz na zawsze. Å»eby przestaÅ‚ robić mi nadziejÄ™ na coÅ›, co wiem, że nigdy nie nadejdzie. Ale to coÅ› w nim… PragnÄ™ go, a ja dostajÄ™ wszystko czego pragnÄ™, zawsze.
Szybko się uspokajam, siadam z powrotem na podłodze, a on wreszcie mnie przytula, składa pocałunek na moich włosach.
- Nie mam już siÅ‚ na w kółko powtarzane kłótnie. - mówiÄ™ – Musisz w koÅ„cu wybrać, nie możemy tak żyć.

Jestem już pewny swoich decyzji – jeÅ›li Stefan tym razem odejdzie, nie bÄ™dÄ™ próbowaÅ‚ zatrzymać go przy sobie za wszelkÄ… cenÄ™, tak jak robiÅ‚em dotychczas. UÅ›wiadomienie sobie tego sprawia, że robiÄ™ siÄ™ niesamowicie sÅ‚aby.

Bruises R-2

08:28



Wszystko dziaÅ‚o siÄ™ za szybko – zaprosiÅ‚ Briana do swojego mieszkania, postanawiajÄ…c równoczeÅ›nie, że to ma być tylko jedna noc. Nie znaÅ‚ go, nie wiedziaÅ‚, czego siÄ™ spodziewać, mimo wszystko współczucie wzięło nad nim górÄ™.
ChÅ‚opak chodziÅ‚ po wÅ‚aÅ›ciwie pustych pokojach, wszystkiemu uważnie siÄ™ przyglÄ…daÅ‚. W jednym pomieszczeniu, połączonym z otwartÄ… kuchniÄ…, staÅ‚o duże, dwuosobowe łóżko – jedyny wiÄ™kszy wydatek, poza czynszem, na jaki pozwoliÅ‚ swoim rodzicom Stefan – w drugim jedna jedyna szafa z jasnego drewna, pod przeciwległą Å›cianÄ… gitara I bas, na podÅ‚odze chaos z kartek zapisanych melodiami.

- Miałem kiedyś gitarę, wiesz? Właściwie to umiem grać. - mówił powoli Brian, siadając na łóżku; wygładził dłonią białą pościel, podniósł wzrok. - To mieszkanie wygląda, jakbyś właściwie tu nie bywał.

Stefan staÅ‚ na Å›rodku pokoju, niepewny. W Brianie byÅ‚o coÅ› hipnotyzujÄ…cego, jeszcze nie potrafiÅ‚ tego opisać wÅ‚aÅ›ciwymi sÅ‚owami. ByÅ‚ zdecydowanie za chudy – sukienka wisiaÅ‚a na nim jak worek, miaÅ‚ nadgarstki wydajÄ…ce siÄ™ być cienkie jak palec. ZapadniÄ™te policzki I brudne, potargane wÅ‚osy, Stefan dostrzegaÅ‚ to wszystko dopiero teraz.

- Chcesz coś do picia? - wreszcie odzyskał głos, ale słowa ledwo przeciskały mu się przez gardło, prawie się nimi dławił.

- Masz piwo? - chÅ‚opak jakby momentalnie siÄ™ ożywiÅ‚, z gracjÄ… zeskoczyÅ‚ z łóżka I podszedÅ‚ do lodówki – Musi być zimne.

Stefan siÄ™ zawahaÅ‚; Cienki gÅ‚os w gÅ‚owie mówiÅ‚ mu, że to nie jest dobry pomysÅ‚, żeby natychmiast wyrzuciÅ‚ nieznajomego z mieszkania. Ale przecież Brian nie miaÅ‚ gdzie spać – Olsdal wróciÅ‚ myÅ›lami do sceny z parku. Współczucie znowu ukÅ‚uÅ‚o go gdzieÅ› w Å›rodku, poczuÅ‚ je w samym sercu. ByÅ‚ dobrym czÅ‚owiekiem, do cholery, to go powinno kiedyÅ› zabić.
Brian z powrotem usiadł na łóżku, butelkę otworzył zapalniczką. Piwo przyjemnie syknęło.

- Nie szkodzi, jeśli ty nie będziesz pił. - przyłożył szyjkę do ust, pociągnął łyk, potem następny I następny, w niemal zastraszającym tempie butelka była pusta.

- Kto pije z taką prędkością? - Stefan z trudem ruszył z miejsca I usadowił się na skraju łóżka, w bezpiecznej odległości od chłopaka, który właśnie odstawiał puste piwo na podłogę obok ich stóp.

- Pierwsze zawsze kończę tak szybko, wiesz? - Brian się śmieje, odrobinę za głośno, dźwięk odbija się od pustych, białych ścian.Wszystko w nim było specyficzne, Stefan mógł to stwierdzić przebywając z nim tylko te parę godzin. Nawet śmiech, na swój sposób jednak uroczy.

Jedna noc – przypomniaÅ‚ sobie, kiedy ich spojrzenia siÄ™ spotkaÅ‚y. Brian patrzyÅ‚ mu prosto w oczy, kolejny raz może nawet wyzywajÄ…co.

- Masz dziewczynę? - zapytał chłopak, unosząc brwi I przekrzywiając głowę w teatralnej manierze, jak ktoś bardzo ciekawy.

- Nie. - odpowiedział Stefan, zgodnie z prawdą, mimo wszystko bojąc się, jaki tor mogła obrać ta rozmowa.

- Chłopaka?

Pokręcił głową, spuszczając wzrok.

- Szkoda. Jesteś ładny.

Przez chwilÄ™ myÅ›laÅ‚, że siÄ™ przesÅ‚yszaÅ‚. Jasne, dziewczyny mu to mówiÅ‚y, jeszcze w szkole Å›redniej, ale nimi nie byÅ‚ zainteresowany. Rodzice też siÄ™ nie liczÄ…. Pierwszy raz usÅ‚yszaÅ‚ te sÅ‚owa z ust… Czy Brian zaliczaÅ‚ siÄ™ do chÅ‚opców, wiecie o co chodzi? WyglÄ…daÅ‚ bardziej jak prostytutka niż cokolwiek innego.
Postanowił to przemilczeć; Zresztą nawet nie wiedział, co mógłby odpowiedzieć.

- A ty? To był twój chłopak? - Stefan zrobił ruch głową, wskazując w żadnym konkretnym kierunku, ale Brian musiał wiedzieć, że chodziło mu o kolesia z parku.

- Były. - wzruszył ramionami, widocznie przygasł. Popatrzył za okno, ale wydawało się, że nic nie widzi, że jego wzrok wlepiony jest w przestrzeń. W Stefanie rosła ciekawość.

- Czy… - sam nie wiedziaÅ‚, jak dobrze sformuÅ‚ować sÅ‚owa - …Zawsze traktowaÅ‚ ciÄ™ tak, jak widziaÅ‚em?

Chłopak długo milczał, na jego twarzy pojawił się brzydki grymas. Kiedy zaczesywał niesforne kosmyki włosów za ucho, Stefan zauważył, że trzęsą mu się dłonie. Chyba nie powinien był o to pytać, nie tak bezpośrednio, ale wiedział, że ma już swoją odpowiedź, jeszcze zanim Brian na nowo się odezwał.

- Często. Nie rozmawiajmy o tym.

Przez jakiÅ› czas siedzieli w ciszy; Na zewnÄ…trz robiÅ‚o siÄ™ już jasno, ptaki zaczynaÅ‚y ćwierkać, Stefan zasÅ‚uchaÅ‚ siÄ™ w tym koncercie – uwielbiaÅ‚ wstawać wczeÅ›nie rano, patrzeć na wschodzÄ…ce sÅ‚oÅ„ce, na miasto znowu budzÄ…ce siÄ™ do życia. MieszkaÅ‚ w spokojnej dzielnicy, w nocy wszystko wydawaÅ‚o siÄ™ być zastygÅ‚e w bezruchu, od czasu do czasu pijane nastolatki beÅ‚kotaÅ‚y gÅ‚oÅ›no coÅ›, co chyba miaÅ‚o być Å›piewem.

- Jestem zmęczony, wiesz, jutro się od ciebie wyniosę. - Brian zasnął niemal w tym samym momencie, w którym położył głowę na poduszce, kończąc zdanie.

Olsdal patrzył na niego jakiś czas, myśli zalewały go falami; Chłopak był taki drobny w tym wielkim łóżku.


* * *


- Dzięki. Za wszystko.


Kiedy Brian zamykał za sobą drzwi, Stefan potrafił tylko się martwić. Nie znał go, oczywiście, może jednak miał jakąś rodzinę w Londynie, u której się zatrzyma? Niepokój nie opuszczał go przez cały wieczór, w końcu jednak zasnął, czując, że przestaje o tym myśleć. Wszystko powinno być dobrze, nie musi przejmować się kimś, kogo nawet nie zna, prawda?

Bruises R-1

07:22

To opowiadanie to AU. Pierwszy rozdział jest naprawdę krótki, bo zależało mi, żeby skończyć go akurat w tym momencie. I tak, to kolejny tekst z Placebo. Brian i Stefan są przedstawieni tak, jak wyglądali w 96 roku, ale wszystko dzieje się współcześnie.


***


She wears her tears on her blouse
confused and racked with self-doubt
she stole the keys to my house

and then she locked herself out



Stefan widywaÅ‚ jÄ… w parku bardzo czÄ™sto, zazwyczaj późno w nocy. Spacery o tej porze byÅ‚y swego rodzaju rytuaÅ‚em dla Stefana, ale od jakiegoÅ› czasu siadaÅ‚ na Å‚awce I patrzyÅ‚ ukradkiem na niÄ… – dziewczynÄ™ z czarnymi wÅ‚osami trochÄ™ ponad ramiona, w krótkiej, prostej czarnej sukience. Bardzo żaÅ‚owaÅ‚, że nie widzi z odlegÅ‚oÅ›ci drugiej strony alejki koloru jej oczu. Poza tym byÅ‚o ciemno, no wÅ‚aÅ›nie – czy dziewczyna nie baÅ‚a siÄ™ siedzieć na Å‚awce w parku sama, o tej godzinie? Stefan popatrzyÅ‚ na zegarek; ByÅ‚a pierwsza w nocy, rzadko rozstawione latarnie dawaÅ‚y przytÅ‚umione, pomaraÅ„czowe Å›wiatÅ‚o. Trudno byÅ‚o cokolwiek dostrzec w ciemnoÅ›ci, na szczęście Å‚awki zazwyczaj znajdowaÅ‚y siÄ™ tuż pod żarówkami. Wszystko dookoÅ‚a spowijaÅ‚a czerÅ„, ale Stefan to lubiÅ‚ – specjalnie przychodziÅ‚ wÅ‚aÅ›nie tutaj, do samego Å›rodka parku, oddzielonego od głównych ulic Londynu soczystÄ… zieleniÄ… I szerokimi Å›cieżkami. CzuÅ‚ siÄ™ jak stalker, ktoÅ› kompletnie chory psychicznie; Od dwóch tygodni przychodziÅ‚ tutaj, żeby ‘spotkać’ siÄ™ z nieznajomÄ…. OczywiÅ›cie nigdy nie odważyÅ‚ siÄ™, żeby podejść I powiedzieć cokolwiek. Po prostu zerkaÅ‚... Od czasu do czasu. Nie miaÅ‚ bladego pojÄ™cia czemu wpadÅ‚ w coÅ› takiego, przecież pÅ‚eć piÄ™kna w ogóle go nie interesowaÅ‚a, odkÄ…d tylko siÄ™gaÅ‚ pamiÄ™ciÄ…. Może jeden z jego przyjaciół miaÅ‚ racjÄ™, czas ‘znormalnieć’?

Z głębokiego zamyślenia wyrwało go nagłe zamieszanie po drugiej stronie alejki. Serce podeszło mu do gardła, kiedy podniósł głowę I zobaczył jakiegoś mężczyznę, wysokiego, dobrze zbudowanego, z ciemnymi, krótkimi włosami, niemal biegnącego w stronę dziewczyny, która zerwała się z ławki.

- Odpierdol siÄ™ Eid!

- Nie możesz mnie tak po prostu zostawić do cholery. - facet złapał ją za ramiona; Wydawała się przy nim taka drobna, jakby mógł ją złamać w pół w każdej chwili. Stefan siedział jak sparaliżowany, chociaż tłukło mu się w głowie, że musi natychmiast wstać I coś zrobić.

- Więc kurwa patrz. - odepchnęła go od siebie I odwróciła się, jakby chciała odejść, a Stefan przestał oddychać na całą wieczność, wszystko zwolniło bieg, kiedy nieznajomy złapał dziewczynę za włosy I przyciągnął do siebie, w połowie powalając ją na ziemię.

- Hej! - Stefan usłyszał głos; Chwilę zajęło mu zarejestrowanie, że był to jego własny krzyk, że nie siedzi już na ławce jak kamień, że biegnie na drugą stronę alejki.
- Stary, to nie twoja sprawa. Spierdalaj stÄ…d, albo popamiÄ™tasz! - ‘Eid’ wyglÄ…daÅ‚, jakby kompletnie straciÅ‚ nad sobÄ… panowanie; Pochyla siÄ™ I szarpie dziewczynÄ™ za wÅ‚osy, jakby miaÅ‚ skrÄ™cić jej kark, a ona bezskutecznie próbuje stanąć na nogi, powtarzajÄ…c tylko raz za razem ciche, sÅ‚abe ‘kurwa mać’.

Stefan nie wiedziaÅ‚, co ma zrobić – odejść I pozwolić mu tak jÄ… traktować? W życiu! Dać skopać sobie tyÅ‚ek? To też odpada, zdecydowanie.

- Zadzwonię na policję! - wyciągnął telefon z kieszeni spodni. Groźba przyjazdu policji to ostatnia, żałosna deska ratunku, ale to jedyne, co mógł wymyślić.

Mężczyzna długo na niego patrzył, a potem brutalnie puścił czarne włosy, odwrócił się I poszedł w swoją stronę, znikając w ciemnościach nieoświetlonych przez latarnie części parku.
Nieznajoma siedziała na ścieżce; Pochylona do przodu, twarz zupełnie zakryta potarganymi włosami, trzęsące się dłonie. Wyglądała jak kupka nieszczęścia. Stefan nie wiedział, co ma powiedzieć. Było mu przykro, że ich pierwsza I prawdopodobnie ostatnia rozmowa musiała odbywać się w takich okropnych okolicznościach. Mógł podejść do niej dwa tygodnie temu, może zaprzyjaźniliby się I nie doszłoby do tego? Co za głupie myśli, jak ON mógłby temu zapobiec?
- Um… Nic ci nie jest? - klÄ™knÄ…Å‚ przy niej, a ona nieznacznie podniosÅ‚a gÅ‚owÄ™. Ich spojrzenia siÄ™ spotkaÅ‚y. ByÅ‚o coÅ› niezwykle smutnego w jej uÅ›miechu, a jednoczeÅ›nie przerażajÄ…cego, bo miaÅ‚a zupeÅ‚nie rozmazany makijaż; Smugi spÅ‚ywajÄ…cego eyelinera I mascary pokrywaÅ‚y policzki, usta wyglÄ…daÅ‚y jakby krwawiÅ‚y na brodÄ™ I wkoÅ‚o przez resztki czerwonej szminki. Stefan wreszcie zobaczyÅ‚ kolor jej oczu. Zielony wymieszany z niebieskim.

- Jak masz na imię? Masz gdzie spać?

PociÄ…gnęła nosem I pokrÄ™ciÅ‚a gÅ‚owÄ…, a potem zaczęła siÄ™ Å›miać. Stefan byÅ‚ tak zaskoczony, że nie wiedziaÅ‚, jak mógÅ‚by zareagować I co jeszcze powiedzieć, wiÄ™c po prostu patrzyÅ‚ jak idiota. To pewnie przez szok – pomyÅ›laÅ‚ – Powinienem pomóc jej wstać.

Nagle ona znowu się odezwała, patrząc mu znowu prosto w oczy, może nawet trochę wyzywająco.

- Mam na imiÄ™ Brian.

Popular Posts