Fairy Tales - Sometimes home...
05:37
…
Can be another person.
Kieren
budzi się, wtulony w zimne, na wieki martwe (jednocześnie tak żywe,
przychodzi mu do głowy) ciało Simona, który jeszcze śpi. Kieren
bardzo chce zobaczyć jego twarz – obaj śnili bez koszmarów, co
jest niezwykle wyjątkowe – ale Simon leży na brzuchu, z twarzą
zwróconą w stronę okna. Chłopak podnosi się, uprzednio składając
delikatny pocałunek na odkrytym ramieniu starszego mężczyzny; Nie
może oderwać wzroku od blizny, biegnącej wzdłuż jego pleców.
Gdzieniegdzie widać biel kości i Kieren myśli, jaki to okropny
dowód bestialstwa dwójki ludzi, którzy uważali się za lekarzy.
Cierpnie mu skóra za każdym razem, gdy próbuje sobie to wyobrazić,
albo kiedy Simon budzi go co noc błaganiami, które wciąż
powtarza, kiedy śnią mu się eksperymenty.
Kieren
patrzy i nagle przychodzi mu do głowy obraz, który chciałby
przenieść na papier, więc sięga po szkicownik, ołówek i kredki,
leżące na podłodze przy łóżku; Zostawił je tam wczoraj,
sfrustrowany ewidentną blokadą, która dopadła go nie wiadomo
kiedy (tak naprawdę nie pamiętał, żeby ostatnio skończył jakiś
rysunek).
Opiera
się o wezgłowie łóżka i bierze wdech, którego już nie
potrzebuje; Bungalow jest taki cichy bez Amy, a Kieren ciągle ma
nadzieję, że usłyszy jej kroki, że zaraz wpadnie do sypialni:
‘Głuptasy, patrzcie na siebie, nadal leżycie w łóżku, co
robiliście całą noc? Zostaliście przyłapani!’. Kieren uśmiecha
się na to wyobrażenie, ale szybko porzuca niebezpieczne rejony
wspomnień – zerka na nadal śpiącego Simona i robi pierwsze
kreski na kartce, chociaż ma wrażenie, że palce ma niesamowicie
sztywne i zapomniał, jak formuje się kształty, ożywia formy za
pomocą pociągnięć.
* *
*
Po
dwóch godzinach rysunek jest skończony – Kieren jest zadowolony z
efektu (chyba jednak nie wypadł z wprawy) i kładzie szkicownik
środkiem w dół na pościeli. Kątem oka zauważa, jak dłoń
Simona lekko drży, a potem mężczyzna obraca się i Kieren
momentalnie się do niego uśmiecha. Simon ma zmierzwione włosy, a
kiedy się odzywa (proste ‘Dzień dobry, Kieren.’) jego akcent
jest tak wyraźny, że chłopak ledwo rozróżnia słowa – wszystko
to sprawia, że Kierenowi ściska się gardło, zupełnie, jakby miał
się popłakać. Wypełnia go niesamowita radość i myśli, że jego
dawno martwe serce mogłoby eksplodować. Zaznał takiego szczęścia
tylko raz, ale wtedy dotyczyło Ricka. Nie może teraz przypominać
sobie Ricka Macy. Wie, że ta karta jest zamknięta, Simon tworzy dla
niego nową, wypełnioną cudownymi kolorami, których nikt nie
potrafi jeszcze nawet nazwać.
Kieren
wraca do rzeczywistości po tonięciu w swoich własnych myślach,
kiedy Simon łapie go za dłoń i zmusza do ponownego położenia
się, więc kładzie się, z głową na jego klatce piersiowej (och,
jak żałuje, że nie może usłyszeć bicia serca Simona. Wyobraża
je sobie – mocne i głośne. Mógłby słuchać w nieskończoność
tego dowodu najdroższego życia.) i nagle Kieren przypomina sobie o
rysunku, pierwszym skończonym od tak długiego czasu. Waha się, czy
pokazać go Simonowi, ale przecież zdecydował już wcześniej,
dlatego sięga po szkicownik.
-
To dla ciebie. - wręcza mu swoje dzieło i czuje, jak niepewność
wspina mu się po kręgosłupie. Co jeśli efekt będzie odwrotny do
zamierzonego? - Dzięki tobie nauczyłem się znowu patrzeć w lustro
i zaakceptować to, jaki naprawdę teraz jestem… Dlatego chcę
zrobić to samo dla ciebie.
Słowa
niemal utykają mu w gardle – jąka się i dławi, jednocześnie
mówiąc sobie, że to nic takiego. Ale opinia i reakcja (przede
wszystkim) Simona jest dla niego bardzo ważna.
Simon
długo patrzy na rysunek, w ogóle się nie odzywając i Kieren już
nastawia się na najgorsze, kiedy mężczyzna wzdycha długo i
drżąco, a potem śmieje się – Kieren nigdy nie słyszał, żeby
Simon tak się śmiał. Zastanawiał się nawet, czy kiedykolwiek,
ktokolwiek (może Amy?) wywołał u niego właśnie taki śmiech,
szczery i poruszający całym ciałem, jakby odczuwał szczęście z
samej głębi serca, może nawet duszy.
Kieren
podnosi głowę, żeby spojrzeć na Simona, a on dotyka jego
policzka, z przesadną ostrożnością, jak zawsze, jakby chłopak
był z porcelany.
-
Jest piękny. - mówi i całuje Kierena, długo, z pasją, a potem
znowu patrzy na szkicownik, uśmiechając się. Kieren też się
uśmiecha - gdyby cokolwiek czuł, pewnie bolałyby go policzki.
Rysunek
przedstawia Simona, leżącego na brzuchu, z głową odwróconą w
stronę okna. Prześcieradło, którym jest okryty, nie zasłania
okropnej blizny na jego plecach, gdzieniegdzie prześwituje biel
kości kręgosłupa. Ale to właśnie z tej blizny wyrastają kwiaty,
jedyny kolorowy element rysunku – Krwistoczerwone róże, żółte
słoneczniki, kilka soczyście zielonych ździebeł trawy, niebieskie
niezapominajki i kilka innych roślin, wszystkie żyjące odmiennymi
kolorami.
Obrazek
zostaje ostrożnie wyrwany ze szkicownika i Simon nosi go cały czas
przy sobie, od czasu do czasu przypominając o nim Kierenowi,
powtarzając, że jest śliczny.
0 komentarze