Fairy Tales - One day...
10:44
… You
fall for this boy, and he touches you with his fingers; And burns
holes through your skin with his mouth; And it hurts when you look at
him, and when you don’t; And it feels like someone’s cut you open
with a jagged piece of glass.
Jesteście
żywi.
Nie
macie przed sobą całej, przerażającej wieczności, dni spędzanych
na zastanawianiu się, czy ktoś w tym zatrutym miesteczku nie
wpakuje wam w końcu kulki między oczy ze strachu. Odczuwasz
pragnienie, którego nie doznałeś przez swoje krótkie pierwsze
życie; Tamto było wypełnione strachem wciskającym się do ust,
dławiącym, nie pozwalającym spać w nocy i funkcjonować w świetle
dnia. Odczuwasz pragnienie poznawania, biegu do przodu, czekania aż
znowu wstanie słońce, chłonięcia wszystkiego do tego stopnia, że
zaczyna boleć cię w piersi od przesytu. Wreszcie żyjesz. Masz cel,
a miłość grzeje ci serce. Pozbywasz się wszystkich tych rzeczy,
które kiedyś zatruwały ci umysł. Zniknęło irracjonalne
obrzydzenie i strach przed czuciem własnego pulsu, jak w momencie,
kiedy kładziesz głowę na nadgarstku. Z przyjemnością
uświadamiasz sobie, że krew znowu krąży w twoich żyłach – już
nie chcesz wydobywać jej na zewnątrz, malować ścian czerwienią,
masz to za sobą. Jesteś dojrzalszy o jedno doświadczenie.
-
Musimy się stąd wydostać na jakiś czas. - mówi Simon, zupełnie
nagle po całych minutach milczenia, kiedy leżycie na kanapie w
twoim domu, ty między oparciem a swoim chłopakiem; Kreślisz palcem
delikatne znaki na jego ramieniu, tym, na którym nie opierasz głowy.
Czujesz
się senny, rozleniwiony wczesnym porankiem, słońce wpadające
przez okna grzeje cię w twarz. Jest cicho – twoja rodzinia jakiś
czas temu pospieszyła za obowiązkami, których wy nie macie.
Jeszcze nie teraz. Na razie cieszycie się sobą, spędzacie całe
godziny na odkrywaniu się wzajemnie, każdy raz jakby był pierwszym
i zarazem ostatnim. Czasem patrzysz na niego, kiedy czyta ci na głos
wiersze, i masz wrażenie, że serce wybuchnie ci ze szczęścia.
-
Chcesz wyjechać? - masz ochotę podnieść głowę, spojrzeć,
jednocześnie cały się przed tym wzbraniając. Wstrzymujesz oddech,
twoja dłoń nieruchomieję na jego ramieniu.
- Tylko
z tobą.
-
Przecież mówiłem ci, że nigdzie się stąd nie ruszam.
Czujesz
delikatny pocałunek we włosach, przez twoje ciało przechodzi
dreszcz. Simon mocniej cię do siebie przytula; Zamykasz oczy,
czekasz, aż w końcu znowu się odzywa.
- Nie
wyjedziemy na stałe. Myślałem, że chcesz podróżować?
Kiedyś.
Kiedyś chciałeś uciec, zapomnieć, zniknąć, nic cię tu nie
trzymało. Wydawało ci się, że dopiero na drugim końcu świata
będziesz w stanie wreszcie się odnaleźć, zaleczyć tę pustkę.
Chcesz to wszystko powiedzieć, ale uderza cię myśl – przecież
pragniesz podróżować, biec, czuć.
Więc
się zgadzasz.
* * *
Miasto
tętni życiem. W pierwszej chwili myślisz, że przyjechaliście w
złą porę, wczesnym popołudniem – cały ten tłum na stacji, w
restauracjach, kawiarniach, ludzie przepychający się i nieznośny
szum. Po chwili zdajesz sobie sprawę, że tak jest tutaj cały czas,
niezależnie od godziny.
Kiedy
przechadzacie się między sklepami muzycznymi (Simon powiedział ci,
że to jego ulubione miejsca, a ty bardzo chcesz to wszystko
zobaczyć) zaczynasz dostrzegać urok miasta, tak różniącego się
od Roarton – pustego, sennego miasteczka z ciemnymi umysłami.
Możesz czuć się tam dobrze, z rodziną i Simonem u boku, ale nigdy
nie zdołasz pozbyć się ciągłego znudzenia monotonią, musisz to
do siebie przyjąć. Nie zapomnisz wszystkiego, co działo się,
kiedy byłeś jeszcze chodzącym trupem.
Zatrzymujecie
się nagle, niemal wpadasz na swojego towarzysza.
- Chcę
ci coś pokazać, Kier.
Patrzysz
na budynek z betonu przed wami, wyglądający jakby robotnicy
porzucili jego wznoszenie w połowie. Zastanawiasz się, co to za
miejsce, co takiego Simon chce ci pokazać. Masz złe przeczucie, tak
naprawdę wcale nie chcesz tam iść, ale przecież on będzie tuż
obok ciebie, prawda?
Siadacie
na czymś, co prawdopodobnie miało być oknem, a pozostało dziurą
w betonie. Mimowolnie czytasz wulgarne napisy na ścianach, krzywisz
się. Wszystko tutaj jest szare i smutne, ale ze swojego miejsca
możecie obserwować powoli zachodzące słońce i niewielki skrawek
zieleni, oddzielający ten budynek od reszty miasta. Nachodzi cię
ochota, żeby sięgnąć po szkicownik, który masz w torbie.
-
Kiedyś bardzo często tu przychodziłem. Z ludźmi. - Simon nerwowo
pociera dłonią zgięcie łokcia; Gdyby nie ten gest, myślałbyś,
że to pozytywne wspomnienie z młodzieńczych szaleństw z
przyjaciółmi. Ale tam, pod płaszczem, schowane są blizny po
igłach.
Milczysz,
wbijasz wzrok w ziemię, ale słuchasz uważnie. Twój chłopak tak
rzadko, przez cały czas, kiedy jesteście razem, opowiada ci
cokolwiek o sobie. Każdą informację chłoniesz jak powietrze,
chcesz więcej więcej więcej, każdy sczczegół.
- Tutaj
umarłem.
Czujesz,
jak coś ściska ci gardło. Wyobrażasz sobie Simona, na tej
betonowej podłodze, tylu ludzi wokół, zajętych swoim własnym
hajem, odjazdem, tripem. Wyobrażasz sobie, jak umierał po swojej
ostatniej dawce heroiny, całkiem sam. Czy to było przyjemne, do
samego końca, a może jednak cierpiał? Jak długo leżał tutaj,
dopóki w końcu ktoś nie zauważył, że jest już martwy?
Czujesz
łzy na policzkach, pochylasz głowę; Wstrząsa tobą ohydny, głośny
szloch.
-
Dlaczego byłeś tutaj? Dlaczego nie wróciłeś do domu? Dlaczego…
- słowa więzną ci w gardle, słyszysz swój własny, łamiący się
głos. Nie brzmisz jak ty.
Simon
przytula cię do siebie, zmusza, żebyś usiadł mu na kolanach, więc
ciasno obejmujesz go za szyję, chowasz twarz w jego włosach. Chcesz
zapomnieć, że pragniesz znać wszystkie szczegóły, nie myśleć o
tym już nigdy.
-
Ojciec wyrzucił mnie z domu kiedy miałem dziewiętnaście lat. Jak
tylko dowiedział się, że daję sobie w żyłę.
- To
wszystko jest tak cholernie niesprawiedliwe. Wszystkie te rzeczy,
które cię spotkały, wcześniej i później.
Trzyma
cię w ramionach, dopóki obrazy nie wyblakną w twojej głowie (nie
wiesz, ile jeszcze będziesz mieć je pod powiekami) i nie zaczynasz
brać głębokich oddechów. Przychodzi ci do głowy pomysł, jarzy
się jak fajerwerki, zasiewa nadzieję gdzieś w tym kawałku mięsa,
pompującym krew.
-
Chodźmy do twoich rodziców. Minęło tyle czasu, jestem pewny, że
możesz to naprawić! To nasze nowe życie, no nie? - odsuwasz się,
żeby spojrzeć na jego twarz, ale kiedy to robisz, uśmiech znika ci
z twarzy. Czujesz nieznośne pieczenie skóry w miejscach mokrych od
niedawnych łez.
Simon
kręci głową, a ty postanawiasz już nic nie mówić. Wiesz, że ma
ci jeszcze coś do powiedzenia, ale nie teraz, jeszcze nie teraz, nie
jesteś na to gotowy.
* * *
Zatrzymujecie
się w najtańszym motelu, jaki tylko udało się wam znaleźć.
Niedługo wyruszycie dalej i nie jesteś pewny, czy bardziej
odczuwasz ekscytację, czy nerwowość, bo przecież wcale nie macie
pieniędzy, ale z Simonem wszystko wydaje się łatwiejsze.
Uśmiechasz się, kiedy zsuwa wasze dwa osobne łóżka razem,
śmiejesz, kiedy popycha cię na nie, lądując nad tobą. Zatracasz
się w pocałunku, z wrażeniem białego szumu w głowie.
Godzinę
później siadasz na podłodze i rysujesz, przy dźwiękach gitary,
na której gra Simon.
Dociera
do ciebie, że nieważne gdzie jesteście, zawsze czujesz się jak w
domu, jeśli tylko on jest przy tobie. To głupie, myślisz,
dziecinne. Nigdy nie wierzyłeś w bratnie dusze. Już dawno
przestałeś porównywać to, co masz teraz, z tym, co miałeś
kiedyś. Z Rickiem. Tamto było nienormalne, wieczne chowanie się i
niepewność, poczucie, że jesteś dosłownie brudnym sekretem.
Oddałeś całe swoje serce, przyjąłeś to minimum, które ci
narzucił. Tylko po to, żeby potem uciekł do wojska i zginął. Nie
możesz teraz o tym myśleć, o wszystkich straconych szansach, o
braku nadziei, bo to prowadzi do jednego – do myśli o twoim
własnym samobójstwie.
Nie
zauważasz, kiedy przestajesz rysować, a zaciskasz palce na ołówku
tak mocno, że bieleją ci knykcie. Blizny na nadgarstkach zaczynają
swędzieć, masz ochotę drapać je do krwi. Dźwięki gitary ustają.
- Co
się stało? - Simon pochyla się do ciebie ze swojego miejsca na
łóżku; Nic się przed nim nie ukryje i czasem bardzo tego
żałujesz. Tego, że zdarza ci się go martwić.
- Nic,
po prostu… Pomyślałem o Ricku.
- Czyli
jednak coś.
Nie
chcesz o tym rozmawiać. Ciągle powtarzasz, że to było kiedyś, a
teraz jest teraz. Mimo tego Simon od czasu do czasu pyta cię o twoją
dawną miłość i zadziwia cię, że go to obchodzi i że każdą
informację przyjmuje ze stoickim spokojem, ba, często też
pociesza.
-
Zaśpiewasz? - wskazujesz na gitarę, zostawioną na podłodze.
Więc
Simon śpiewa dla ciebie; Spokojny, kojący utwór o miłości i
zostawianiu bólu daleko za sobą. Jutro rano ruszacie w dalszą
podróż, łatwo ci zapomnieć o przykrych wspomnieniach. Jakiś czas
później zasypiasz na niewygodnym, motelowym łóżku, ale naprawdę
czujesz się jak w domu, będąc przytulonym do ciepłego ciała
Simona.
0 komentarze