For Him
10:58
I will love you louder than your demons.
Naprawdę można mówić 'kocham' bez mówienia tego na głos, wprost. Widzę to w twoich oczach, słyszę to wyraźnie, kiedy starasz się mnie rozśmieszyć (zawsze ci wychodzi).
Pokazujesz mi blizny i świeże rany, niemal do kości; Czuję słodki zapach krwi, wciska mi się do nozdrzy i zostaje tam na długie godziny. Czuję się, jakbym tonął. Ćpałem kiedyś, codziennie chodziłem nagrzany, nadupcony, na haju. Pamiętam dreszcze, spazmy w środku miasta, w tłumach ludzi - przedawkowanie. Wszystko wydawało mi się wtedy obrzydliwe, ale kiedy patrzę na ciebie, na te blizny i rany, nie potrafię zmusić się, żeby czuć obrzydzenie. Piękno w braku perfekcji, tylko to przychodzi mi na myśl. Czuję wstyd, bo moje blizny to tylko przebarwienia, a rany to krople krwi na chusteczkach.
Stoimy w deszczu, mówisz, że mnie pocałujesz, jeśli nie zapalę papierosa. Ktoś gdzieś, daleko krzyczy coś o kurwie i odsyłaniu do diabła. Mam ochotę zdeptać paczkę fajek, ale moje uzależnienia są silniejsze ode mnie. Od mojego serca.
Mówisz o śmierci, planach, tabletkach, czasie. Tęsknię za moim darem pisania; Nigdy nie miałem takiego do mówienia, uczenia, przekonywania. Moje słowa brzmią pusto, jakby w ogóle nie miały prawa wydostać się z ust. Chciałbym mieć połowę twojego serca. Wyobrażam sobie, że może wtedy odjąłbym z ciebie część tej pustki, którą nieustannie widzę w twoich oczach.
Uciekamy przed własnymi głowami. Czuję się naćpany słowami, które do mnie mówisz, nie mogę spać. Leżę koło ciebie, pierwszy raz od miesięcy i dociera do mnie, że może czasem dostaję to, czego chcę. Wiem, że z tobą chcę czegoś świeżego, innego. Jakbym pił wodę po uczuciu największego pragnienia.
Kładziesz głowę na moim ramieniu; Czuję to. Każdą kość, nerw, czuję twój puls (wmawiam sobie, że jest normalny, jak u każdego człowieka. Ale wiem, gdzieś z tyłu głowy coś mówi mi, że ten puls, który czuję, jest zbyt wolny). Od lat nie czułem, uciekałem, gryzłem maskowałem wstręt (do siebie. Zawsze do siebie), który pojawiał się, kiedy tylko ktoś tknął mnie palcem. Nie mam ochoty już drapać skóry, zdzierać jej ze swojego ciała, chcę ci to powiedzieć, ale słowa nie formują się tak, jak powinny. Często to, co mówię na głos nie brzmi jak to, co mam w głowie. Ale ty rozumiesz. Patrzę na ciebie i zastanawiam się, dlaczego ja uciekłem z piekła, a ty nie. Dlaczego nie jestem wystarczający, żeby wymazać pragnienie śmierci? To chyba sięga głębiej, wnika we wnętrzności, zatruwa, trzyma się ciebie, jak ropiejąca rana. Nikt nie może tego zatrzymać.
***
Obiecałem ci cudowne miejsce, w tamtym dawnym liście, więc teraz siedzimy parę metrów nad ziemią (za każdym razem, kiedy tu jestem boję się patrzeć w dół, wychylać poza ten szeroki murek), blisko siebie. Staram się nie patrzeć na przestrzeń pod nami.
Opowiadam ci jak kiedyś, na falochronach, między lądem a bezkresnym morzem, siedziałem w miejscu i trzęsłem się ze strachu. Przytłoczyła mnie ta błękitna woda, jakby niebo postanowiło znaleźć się w odwrotnej pozycji. Śmiejesz się, a ja mam ochotę dodać, że zrobiłbym to jeszcze raz - wdrapał się na te cholerne kamienie - z tobą. Trzymasz mnie na ziemi, tak po prostu. Całujesz mnie, kręci mi się w głowie, czuję dreszcze - przedawkowanie, w środku miasta, w tłumie ludzi. Słowa więzną mi w gardle; Powinienem ci powiedzieć, że to był mój pierwszy pocałunek. Potem długo jeszcze czuję twoje usta na swoich.
Papierosy nigdy nie smakują już tak samo.
***
Budzę się wcześnie rano - pada śnieg, pierwszy tej zimy. Nie jest to tak spektakularne jak mogłoby być, bo białe płatki mieszają się z deszczem i nikną. Do wieczora nic nie zostanie z białego puchu, ale ja mimo wszystko wydaję z siebie parę dziwnych okrzyków i próbuję cię obudzić - mruczysz coś i zakrywasz się kołdrą po same oczy.
Otwieram okno i patrzę; Śnieg jest na pierwszym miejscu na mojej liście rzeczy, które sprawiają, że cieszę się jak dziecko. Każdej zimy marzę o bieli pokrywającej to zgniłe miasto, dodającej mu uroku, skrzącej się w słońcu jak malutkie gwiazdy zamknięte w puchu.
Kiedy dołączasz do mnie przy oknie, oczywiście owinięty grubą kołdrą, wybuchasz śmiechem - tak szczerym i pięknym (śmiejesz się ze mnie, bo stoję z otwartymi ustami), że zmieniam w głowie moją listę - Ty jesteś na pierwszym miejscu.
Spadł śnieg, a my jesteśmy tutaj, razem.
0 komentarze